Narasta podatkowy spór między partiami, które mają największe szanse na wygranie wyborów i utworzenie nowego rządu, czyli PiS i PO. Jeszcze nie tak dawno szef tego ostatniego ugrupowania Donald Tusk sugerował, że partie ustaliły, że kto wygra wybory, zrealizuje swoją koncepcję reformy podatkowej. W przypadku PO ma to być 15-proc. liniowa stawka w podatkach dochodowych od firm i osób fizycznych oraz w VAT. Z kolei PiS nie chce zmian w VAT, w przypadku podatku od firm mówi o ulgach inwestycyjnych, a w podatku od osób fizycznych o pozostawieniu progresji przy dwóch stawkach - 18 i 28%.
PiS szybko zdementował doniesienia, że obie partie zawarły taką umowę, a wczoraj wręcz zaapelował do PO o wycofanie się z pomysłu forsowania podatku liniowego.
- Apelujemy do PO o wycofanie się z tego bardzo niedobrego pomysłu, który może odstraszać obywateli od przyszłego rządu - powiedział Ludiwk Dorn, szef klubu parlamentarnego PiS. Dodał, że według wyliczeń na wprowadzeniu podatku liniowego ok. 10 mln ludzi zarabiających 10-13 tys. zł rocznie straci kilkaset złotych w skali roku. Chodzi o wyliczenia, opublikowane w "Gazecie Wyborczej".
Jednak PO nie zamierza rezygnować z pomysłu podatku liniowego.
- Z absolutną determinacją będę dążył do tego, aby wprowadzić 15-proc. podatek liniowy - zapowiedział Jan Maria Rokita, jeden z liderów PO. Zapowiedział też, że jego partia zaproponuje takie rozwiązania, które pozwolą uniknąć zwiększenia opodatkowania najmniej zarabiających. - Czy to się stanie w trybie kwoty wolnej od podatku, czy w trybie rekompensaty to zdecydujemy odpowiedzialnie wtedy, kiedy minister Mirosław Gronicki zechce nam pokazać swoje papiery z Ministerstwa Finansów i pozwoli nam zrobić odpowiedzialne wyliczenia - zastrzegł. Dodał także, że wprowadzenie w życie programu PiS oznaczałoby wzrost bezrobocia w kraju o 0,5 mln osób.