Nieunikniona sierpniowa korekta zabrała ok. 5% wartości giełdowych indeksów w ciągu dwóch tygodni - niezbyt dużo, biorąc pod uwagę skalę wcześniejszych wzrostów od połowy maja. Już pod koniec ubiegłego tygodnia rynek wykazywał objawy siły - zresztą na przekór indeksom giełd zagranicznych, które chyba większą wagę przykładają do obecnych notowań cen ropy naftowej.
To, wraz z niezbyt wysoką wartością obrotów oraz nagłym skokiem rodzimego wskaźnika sentymentu instytucjonalnych zarządzających, pokazuje jasno i wyraźnie, że giełdą rządzi obecnie "kraj". Konsekwentnie, lokalni inwestorzy są obecnie w stanie wypchnąć rynek w kierunku niedawnych sierpniowych maksimów, których pokonania spodziewam się na początku września. Pytanie, czy ów wskaźnik sentymentu, Wigometr, potwierdzi swój kontrariański charakter i będzie zapowiedzią spadku na rynku. Myślę, że tak, choć nie spodziewam się tego teraz, bezpośrednio po jego opublikowaniu.
Ujawnione wczoraj dane o wzroście PKB w II kwartale sumarycznie nie były niespodzianką, choć może zaskakiwać nikły wzrost inwestycji w kolejnym kwartale z rzędu. Można liczyć się z kolejną falą nakłaniania do obniżki stóp procentowych, choć spotkać też można głosy mówiące, że tempo wzrostu inwestycji podskoczy w sposób naturalny w II półroczu, a zwłaszcza w IV kwartale. Tak czy inaczej, przy obecnym poziomie kursów walutowych i niemrawym wzroście gospodarczym, na specjalnie dobre wyniki firm w II półroczu br. liczyć raczej nie można. Moim zdaniem, obecne poziomy cen akcji dyskontują już przyszłoroczne przyspieszenie gospodarki, które - jeśli będzie słabsze od oczekiwanego - stanowić będzie czynnik ryzyka dla kursów akcji.
Zwróć uwagę:
Pekao - w ostatnich dniach spółka relatywnie traciła do indeksu, ale jest w stanie nadrobić to nawet w jeden dzień.