Tytuł nieco prowokacyjny, ale bynajmniej nie jest oceną ostatniego wzrostu, a jedynie podsumowaniem obrotów, które w przypadku spółek z WIG20 osiągnęły 1 mld zł. Zagraniczne fundusze zalewają świeżą gotówką rynki wschodzące, a na ostatnich dwóch sesjach w końcu do walki odważniej włączyły się też nasze rodzime instytucje, które przelewem na ponad 600 mln zł wspierał ZUS.

Źródło popytu jednak nie ma większego znaczenia. Ważniejsze jest to, że byki rozegrały wczorajszą sesję wzorcowo. Najpierw indeksy ciągnęły spółki surowcowe, których wzrost był najbardziej uzasadniony. Gdy te straciły siły i narastała presja na realizację zysków, do gry weszły banki (robi się drogo!), a na koniec mieliśmy próbę wywołania euforii dzięki zleceniom na TPS i poprawianiu szczytów indeksu "drugą ligą" spółek.

Czy impulsem do tego rajdu jest oferta PGNiG, czy też choćby środowa obniżka stóp i utrzymanie neutralnego nastawienia? A może tylko dobra końcówka w USA (window dressing po bardzo słabym sierpniu) pozwoliła na taki wyskok? Zapewne wszystko po trochu, choć głębsze zastanawianie się nad sensem takiego ruchu, gdy odbywa się on w towarzystwie rynków regionu oraz przy tak gigantycznych obrotach, tak naprawdę nie miałoby sensu. Należy zamknąć oczy i trzymać się teraz mocnego trendu, czekając na jego załamanie. Na razie, fundusze mogły ostatnio tylko zyskać przekonanie o sile rynku, gdyż jesteśmy przecież tuż po sierpniowej korekcie, w czasie której zagranica zrobiła sobie wakacje na GPW, a mimo to indeksy nie chciały spadać. Tak naprawdę jedynym teraz zagrożeniem dla rynku jest polityka, ale przed jej destrukcyjnym wpływem na rynek akcji powinien najpierw ostrzec słabnący złoty.