Od kiedy Katrina zniszczyła lub uszkodziła część amerykańskich instalacji petrochemicznych, cena ropy przestała rosnąć. Jeszcze w poniedziałek 30 sierpnia inwestorzy dali ponieść się emocjom - na giełdzie w Londynie gatunek Brent notowany był na zamknięcie dnia po 67,57 USD za baryłkę. To był rekordowy poziom. Jednak wybicie ponad wierzchołek z 15 sierp-nia (66,45 USD) okazało się krótkotrwałe i zwodnicze. Wczoraj notowania oscylowały wokół 65 USD za baryłkę. Piszę o tym nie bez przyczyny, bowiem ten sposób kończenia wzrostu - poprzez fałszywe wybicie ponad poprzedni wierzchołek - jest dla rynku ropy charakterystyczne. Jednocześnie zbliża się okres, w którym notowania surowca tradycyjnie osiągają roczne maksimum. W poprzednich latach wypadało ono później - w 2000 roku 12 października, w 2001 r. 14 września, w 2002 roku 23 września (wyjątkowo całość strat udało się odrobić przed końcem grudnia), w 2003 roku 16 października, w 2004 r. 26 października. Skala następujących później spadków była bardzo różnorodna. Od 40% w ledwie 2 miesiące w 2001 roku, do 20% w tym samym mniej więcej czasie w 2002 roku.

Gdyby w tym roku zniżka rozpoczęła się wcześniej niż zwykle, wśród inwestorów pojawiłyby się obawy, że słabnie wzrost gospodarczy. O ile przez pewien czas zwyżka na rynku akcji może być napędzana nadzieją na szybsze zakończenie cyklu podwyżek stóp, o tylew nieco dłuższej perspektywie przedsiębiorstwa muszą zwiększać zyski. Dodatkowo spadające ceny ropy obudzą obawy o zyski spółek energetycznych, a firmy te mają znaczący udział w giełdowych indeksach. Jednak żeby scenariusz ten miał szansę realizacji notowania ropy muszą spaść (gatunku Brent) przynajmniej poniżej 62,4 USD za baryłkę.

Na taką możliwość wskazywały zeszłotygodniowe dane z gospodarki amerykańskiej, ale ich negatywną wymowę złagodziły nieco wczorajsze statystyki. Instytut ISM podał, że wskaźnik mierzący ko-

niunkturę w usługach wzrósł do 65 punktów z 60,5 w lipcu. Oczekiwano, że wartość wskaźnika wyniesie 60-61 punktów.