Reakcja rynków finansowych w USA na coś, co wygląda na największą klęskę żywiołową w historii tego kraju, była na razie mocno zaskakująca. Początkowo nastąpił silny spadek rentowności na krótkim końcu krzywej, czemu towarzyszyło pojawienie się oczekiwań na przerwę w cyklu podwyżki stóp na następnym posiedzeniu Fed (20 września). Wstrzymanie się Fed z dalszymi podwyżkami stóp przynajmniej do czasu oceny bezpośrednich konsekwencji, jakie dla gospodarki USA będą miały skutki huraganu Karina, byłoby jak najbardziej naturalne. Ponieważ jednak ze strony urzędników Fed nie pojawiły się sygnały potwierdzające taki zamiar, stawki LIBOR i rentowności obligacji wznowiły trend wzrostowy. Być może Fed potrzebuje nieco więcej czasu do namysłu, gdyż trudno oczekiwać po urzędnikach banku centralnego gotowości do wystawienia się na ryzyko polityczne, w sytuacji niepewności co do ostatecznych konsekwencji Katriny. Już kilka tygodni temu prawie płaski kształt krzywej rentowności w USA sugerował groźbę znaczącego spowolnienie gospodarczego na horyzoncie. Trudno sobie wyobrazić, by na krótką metę to, co się stało w amerykańskich stanach Zatoki Meksykańskiej - milion osób bez pracy - przełożyło się na wzrost popytu w gospodarce.

Zupełnie dziwaczna była natomiast reakcja rynku akcji, który zachował się, jak gdyby inwestorzy już zaczęli liczyć zyski płynące z kontraktów na odbudowę zniszczeń. Żadnej wyprzedaży akcji z sektora ubezpieczeń, żadnych obaw przed zmniejszoną konsumpcją w najbliższych miesiącach - po prostu surrealizm. Nawiasem mówiąc, wyraźna w pierwszych dniach po przejściu huraganu nieudolność administracji oraz charakter relacji mediów (zupełny brak danych o liczbie ofiar) nasuwały mi natrętne skojarzenia z katastrofą w Czarnobylu. Miłośnikom historycznych analogii proponuję również analizę zachowania amerykańskich rynków finansowych w okresie pomiędzy największą do minionego tygodnia klęską naturalną w USA, czyli trzęsieniem ziemi w San Francisco z 18 kwietnia 1906, a tym co przeszło do historii Wall Street jako "panika 1907 roku".