"Nie wiem, czy taki popyt jest do utrzymania, ale płynność zdaje się napędzać płynność. Nie widzę zbytnich powodów do pesymizmu. Jedyną moją obawą są wybory, ale rynek zdaje się na to nie zważać, szczególnie że koalicja PO-PiS jest postrzegana pozytywnie" - powiedział Cyrus Golpayegani, zarządzający w wiedeńskim Raiffeisen Capital Management. Według ostatnich sondaży, prorynkowa Platforma Obywatelska może liczyć na najwięcej, bo 28 procent głosów we wrześniowych wyborach.
"W najbliższym czasie sytuacja na GPW będzie w dużym stopniu uzależniona od napływu środków z zagranicy. Ciężko jest przewidzieć, jak to będzie wyglądało, ale jeśli będą one napływać to rynek będzie rósł. Najbardziej skorzystają największe i najbardziej płynne spółki, choć już dużo zyskały" - powiedział Maciej Bombol, zarządzający w TFI AIG. Zainteresowaniem zagranicznych funduszy cieszą się oprócz Warszawy również Praga i Budapeszt.
"Ewidentnie mamy do czynienia z popytem zagranicznym. Uwidocznił się on rano w Budapeszcie i automatycznie wywołało to wzrosty w Warszawie" - powiedział Tomasz Nowak, analityk w DM Millennium.
Zdaniem obserwatorów rynku, jednym z powodów jest większy od oczekiwań wzrost Produktu Krajowego Brutto (PKB) Czech, który w drugim kwartale wyniósł 5,1 procent, podczas gdy analitycy spodziewali się 4,8 procent.
Podobnie jak w przypadku dużego popytu z końca ubiegłego tygodnia, zainteresowaniem cieszyły się głównie najbardziej płynne spółki, takie jak Telekomunikacja Polska (TPSA), PKN Orlen, KGHM czy zniżkujące ostatnio największe polskie banki: PKO BP i Pekao SA. Oprócz PKN rośnie też druga co do wielkości spółka paliwowa w kraju - Lotos. Kurs TPSA zbliżył się do najwyższego poziomu od lutego 2001 roku, zaś PKN - najchętniej dziś handlowana spółka - wzrósł w ciągu sesji w okolice poziomu 60 złotych za akcję.