Hossa na warszawskiej giełdzie trwa w najlepsze. Nowe posiłki przyszły z zagranicy, hiperbolizując z końcem sierpnia kurs PKN, a następnie biorąc się za akcje banków - Pekao i PKO BP. Rekordy biją nawet walory TPSA, bądź co bądź ostatnio nieco defensywne w charakterze. Strumień popytu zdaje się nie mieć końca, a zamiast głębszych korekt trzeba zadowolić się dwutygodniowymi okresami, w których po prostu... przestaje rosnąć.
Ciekawie wygląda hipotetycz-ny bilans kupna i sprzedaży przez instytucje krajowe - szacowany na podstawie miesięcznych raportów nt. struktury aktywów i ich wielkości. Wynika z nich, że OFE były w ostatnich tygodniach istotną siłą podażową, jednak napływ kapitału do funduszy inwestycyjnych z grubsza zrównoważył siły sprzedających. Wydaje się, że skrócenie pozycji przez fundusze emerytalne miało związek z kończącą się właśnie ofertą PGNiG, która - pomimo dość wygórowanej wyceny - znalazła z pewnością wielu chętnych zarówno za granicą, jak i w kraju.
Druga kończąca się właśnie oferta pokazuje, ile warte jest na rynku kapitałowym zaufanie. Doskonały "track record" przedsię-wzięć głównego akcjonariusza (oprócz Echa i Cersanitu warto pamiętać o zakończonej wezwaniami historii Nomi i Miteksu) sprawiła, że akcje Barlinka sprzedały się dość drogo; można śmiało powiedzieć, że ich wycena bierze pod uwagę nie tylko wyniki roku 2006, ale nawet częściowo 2007. Pomimo niezbyt otwartej polityki informacyjnej spółek, wiara inwestorów w wizjonerstwo i umiejętności zarządcze Michała Sołowowa i skupionej wokół niego grupy menedżerów pozwoliły uzyskać Barlinkowi cenę, o jakiej inne podmioty mogłyby tylko pomarzyć. Niemniej jednak - przy planowanej ambitnej ścieżce rozwoju - kiedyś cena ta z perspektywy czasu wyda się zapewne bardzo atrakcyjna.
Zwróć uwagę:
Lotos - w przeciwieństwie do PKN na drodze ku kolejnym szczytom nie ma specjalnych oporów...