Rynek podczas ostatnich sesji po raz kolejny pokazał dużą siłę. Płaska korekta, z jaką mieliśmy do czynienia na początku września, nie zrobiła bykom najmniejszej krzywdy. Podaż była na tyle słaba, iż kontrakty praktycznie nie spadały, a jedynie nie miały z marszu siły na pokonanie poziomu 2300 pkt. Sztuka ta udała się jednak już na ostatniej sesji ubiegłego tygodnia, przy wyraźnie malejącej ujemnej bazie. To nie dziwi z uwagi na bliskość wygaśnięcia serii wrześniowej. Umożliwiło to osiągnięcie dodatkowych zysków graczom konsekwentnie trzymającym się trendu wzrostowego i po raz kolejny pokazało, iż pesymizm na naszym rynku, wyrażający się notowaniami kontraktów znacznie odbiegającymi od indeksu WIG20, kończy się dla posiadaczy krótkich pozycji boleśnie.

Piątkowe wybicie rozpoczęło kolejny impuls wzrostowy, który prowadzi rynek na nowe rekordy hossy. Wsparcie znajduje się obecnie na poziomie 2280 pkt i dopiero jego przebicie może doprowadzić do głębszej korekty. Kontrakty znajdują się właśnie w obszarze luki bessy z marca 2000 r. jednak nie sądzę, aby tak odległy w czasie opór mógł wpłynąć na obecne notowania. Do rekordowych poziomów z czasów hossy internetowej pozostało po wtorkowej sesji nieco ponad 100 pkt i wydaje się, że są one w zasięgu tego ruchu.

Trend rozpoczęty w maju tego roku jest rzeczywiście imponujący, gdyż tak długie i regularne ruchy na polskim rynku występują dość rzadko. Poszukiwanie jego zakończenia przez łapaczy górek na podstawie dywergencji, analizy wolumenu obrotów, czy też innych mniej bądź bardziej wyrafinowanych metod, zakończyły się na razie fiaskiem. Obecnie zakres tego impulsu, który zapewne doprowadzi do prawdziwej euforii na parkiecie jest trudny do określenia.