Inny ekspert gospodarczy PO, Stefan Kawalec, powiedział w środę, że jeśli Polska nie wejdzie do ERM2 w 2006 roku, to najwcześniejsza prawdopodobna data przyjęcia euro to rok 2010. Natomiast Prawo i Sprawiedliwość (PiS), z którym PO chce stworzyć nowy rząd, opowiada się za spełnieniem warunków przystąpienia do strefy euro w ciągu czterech lat, ale nie chce spieszyć się z decyzją o przyjęciu wspólnej waluty.
Na około sześć miesięcy przed oficjalnym włączeniem złotego do ERM2 (z maksymalnym pasmem wahań +/-15%), konieczne jest poinformowanie o tym Komisji Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego oraz wynegocjowanie z tymi instytucjami konkretnej daty wejścia do ERM2 i określenia poziomu kursu centralnego.
Antczak uważa, że Polska powinna wejść do strefy euro, przyjmując na okres przebywania w ERM2 kurs sztywny, podobnie jak to uczyniło sześć krajów z regionu, które już weszły do tego mechanizmu: Estonia, Litwa, Słowenia (w kwietniu 2004 r.) oraz Cypr, Łotwa i Malta (w kwietniu 2005 r.).
"Sześć krajów, które weszły w ostatnim półtora roku, weszły w sposób, który część ekonomistów, m.in. ja, uważam za jedyny sposób, tzn. poprzez sztywne kursy walutowe i niepodejmowanie ryzyka operowania w paśmie. Jeżeli sześć krajów - a w przyszłym roku już będzie wiadomo, czy część z nich zostanie przyjęta - odniesie taki sukces i pokaże, że ta ścieżka jest możliwa, to uważam, że w przypadku Polski jest dokładnie ta sama droga" - powiedział ekspert PO.
Z kryteriów z Maastricht, które musza spełnić państwa chcące przyjąć wspólną walutę, Polsce największe trudności sprawia 3-procentowy limit deficytu sektora finansów publicznych (tzw. general government deficit).