Od 13 września br. przewagę na głównych amerykańskich indeksach ma podaż. Tym razem pretekst do spadków dał nadciągający nad USA i z każdym dniem nabierający siły huragan Rita. Po doświadczeniach związanych z atakiem Katriny rynki są ostrożne. Zwłaszcza że pomimo dużych nadziei przynajmniej na przerwę w cyklu podwyżek stóp procentowych, Fed po raz kolejny podniósł oprocentowanie funduszy federalnych (do 3,75%).

Meteorolodzy przewidują, że Rita dotrze do wybrzeży USA w sobotę. Jeżeli nie wyrządzi poważnych szkód, to można oczekiwać silnego odreagowania w kierunku wakacyjnych szczytów. Tym bardziej że jednocześnie będą spadać ceny ropy, co będzie dodatkowym pretekstem do kupna akcji. Gdyby jednak Rita była chociaż w części tak niebezpieczna jak Katrina, to należy liczyć się z pogłębieniem spadków i być może sygnałami sprzedaży.

W zupełnie innym miejscu niż rynki amerykańskie jest tokijska giełda. Od 19 maja br. indeks Nikkei znajduje się w silnym trendzie wzrostowym. W ciągu czterech miesięcy wzrósł z 10 825 pkt do 13 159 pkt na zamknięcie wczorajszej sesji, co oznacza ponad 21--proc. zwyżkę. Na chwilę obecną nic nie wskazuje, że to już koniec hossy. Są natomiast liczne sygnały sugerujące jej kontynuację. Tak bowiem trzeba traktować wybicie górą z ponad rocznej konsolidacji 10500-12000 pkt, do jakiego doszło na początku sierpnia br. Otwiera ono drogę do 14300-14500 pkt. Barierę podażową tworzy tam średnioterminowy szczyt z maja 2001 roku oraz 50-proc. zniesienie bessy z lat 2000-2003.

Szanse na wzrost do opisanych poziomów dodatkowo zwiększa pokonanie przez Nikkei silnych barier podażowych, jakie na 12 700 pkt oraz 12 900 pkt tworzyły 38,2--proc. zniesienie Fibonacciego oraz średnioterminowy dołek z października 1998 roku.

Rozpoczęta w kwietniu 2003 roku hossa w Japonii, której elementem są wzrosty w ostatnich miesiącach, nie oznacza końca długoterminowej bessy na tym rynku. Tak mogłoby się stać dopiero z chwilą wybicia ponad znajdującą się na poziomie 15 tys. pkt czternastoletnią linię trendu spadkowego.