Osiem działających na naszym rynku tzw. banków samochodowych - powiązanych z koncernami motoryzacyjnymi - zmaga się ze spadkiem wielkości portfela kredytowego. Według danych GUS, ich należności wynosiły w końcu czerwca 4 mld zł i były o 11% większe niż rok wcześniej. Ale kredyty dla osób fizycznych - konsumentów, którzy kupują na kredyt pojazdy - spadły prawie o 7 %. Ten portfel zmniejszył się do 1,5 mld zł.
Siła popytu i dystrybucji
Banki producentów aut przegrywają z instytucjami, które są również wyspecjalizowane w kredytowaniu zakupu pojazdów, tyle że najczęściej używanych. Skorzystały one na boomie na wtórnym rynku - od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej do naszego kraju sprowadzono dużo ponad milion używanych samochodów z Europy Zachodniej.
- Popyt na kredyty jest ogromny. Na tym rynku penetracja kredytem jest dużo wyższa niż przy nowych samochodach. To są mniej zamożni klienci, dysponujący mniejszymi pieniędzmi - stwierdził Tomasz Zapiór, odpowiedzialny za kredyty samochodowe w Getin Banku. Według niego, ok. 50-60% sprzedaży używanych aut odbywa się przy udziale kredytu.
Banki niezwiązane z koncernami motoryzacyjnymi niedługo przed gwałtownym rozwojem wtórnego rynku zadbały o sieć dystrybucji. Sprzedaż kredytów na auta używane opiera się na współpracy z komisami. Blisko dwa lata temu powstało kilka sieci komisów motoryzacyjnych, zorganizowanych bezpośrednio przez banki albo przy ich współpracy. Pod szyldem Gepard, który udostępnia GE Money Bank, funkcjonuje ponad 200 punktów sprzedaży używanych aut. Powiązana z Dominet Bankiem sieć Autotu liczy ponad 250 placówek. 95 komisów jest skupionych pod marką PTF Auto. Swoją sieć ma również pośrednik kredytowy należący do Getin Holding.