W sobotnim komentarzu pisałem, że amerykański S&P 500 znajduje się na krawędzi. Chodziło po pierwsze o średnioterminowe wsparcie wynikające z dołków z czerwca i końca maja (ok. 1190 pkt). Po drugie na tej samej wysokości przebiega linia długoterminowego trendu wzrostowego. Niestety S&P 500 znalazł się powyżej obydwu wspomnianych barier. Pocieszające na razie jest to, że nie doszło do zdecydowanego wybicia w dół. W razie ewentualnego ruchu powrotnego indeks z łatwością będzie mógł powrócić ponad przebite wsparcia.

Wspomniana linia długoterminowego trendu jest tym ważniejsza, że stanowi dolne ramię obszernego zwyżkującego klina. Z uwagi na znaczne rozmiary tej formacji, w razie wybicia w dół prognozować będzie można spadek S&P 500 nawet do 1100 pkt w perspektywie kilku miesięcy. Na razie z pesymistycznymi prognozami warto poczekać do momentu ostatecznego oddalenia się indeksu od wspomnianych wsparć. Tym bardziej, że mało przekonująco wygląda naruszenie analogicznej bariery na wykresie średniej przemysłowej Dow Jones.

Tak niekorzystne ewentualne długoterminowe rozstrzygnięcia na amerykańskim rynku będą oznaczać, że inwestorzy coraz gorzej oceniają perspektywy tamtejszej gospodarki. I nie chodzi tu bynajmniej o wysokie ceny ropy naftowej, bo te oddaliły się od ostatnich szczytów w tempie jeszcze większym niż kursy akcji. Spadki na obu rynkach mogą raczej sugerować, że pojawiają się obawy przed osłabieniem popytu wewnętrznego, który stanowi fundament amerykańskiej gospodarki.

Zastanawiający jest fakt, że względnie mocno zachowuje się Nasdaq Composite. Co prawda oddala się od sierpniowego szczytu szybciej niż S&P 500, jednak wykres siły relatywnej opada znacznie wolniej niż np. na początku roku, kiedy załamała się poprzednia średnioterminowa fala wzrostowa. Nasdaq ma poza tym przed sobą wsparcie w okolicy 2045 pkt (czerwcowe minimum). Te rozbieżności między poszczególnymi indeksami sugerują ostrożność z formułowaniem stanowczych prognoz.