Tematem numer jeden na globalnych rynkach akcji w mijającym tygodniu była inflacja w USA. Inwestorów zmroziły najpierw informacje o szybkim wzroście cen produktów importowanych we wrześniu. Roczna ich zwyżka o 9,9% była największa od roku. To głównie efekt drożejących paliw. Nawet jednak po ich wyłączeniu roczny wzrost cen był wyraźnie wyższy niż w sierpniu - 3% wobec 2% miesiąc wcześniej. Kolejnym ciosem są wczorajsze dane o inflacji CPI. Roczny wskaźnik sięgnął aż 4,7% - to najwięcej od maja 1991 r.
Przebite wsparcia
Obawy przed wymykającą się spod kontroli inflacją są równoznaczne z obawami przed szybszym od oczekiwanego dotąd tempem podwyższania stóp procentowych przez amerykański Fed. Równocześnie wyższej inflacji nie towarzyszą sygnały przyśpieszenia gospodarczego. Roczne tempo wzrostu produkcji przemysłowej stopniowo maleje. Te dwa czynniki przeszkadzają w zwyżce kursów akcji w USA.
Niekorzystne doniesienia zza oceanu stały się pretekstem do realizacji zysków na rynkach wschodzących, które w ostatnich miesiącach przyniosły globalnym inwestorom znacznie większe profity niż giełdy w USA. Ważne jest przy tym, że doszło do odwrotu od akcji na wszystkich światowych rynkach, a nie do przepływu środków na rynki rozwinięte.
Sytuacja techniczna S&P 500 wygląda dość pesymistycznie. Po pierwsze, przebite zostało średnioterminowe wsparcie wynikające z dołków z czerwca i końca maja (ok. 1190 pkt). Tym samym można uznać, że trend średnioterminowy zmienił się na spadkowy. Niestety, jeszcze bardziej niekorzystne są rozstrzygnięcia w ujęciu długoterminowym. Indeks z impetem przebił linię ponad dwuletniego trendu wzrostowego, która równocześnie stanowi dolne ramię zwyżkującego klina. Tak istotne wydarzenie zapowiada utrzymanie się kiepskich nastrojów w nadchodzących miesiącach. Spadek S&P 500 do kwietniowego dołka (1137 pkt) to w tej sytuacji jak najbardziej realny scenariusz.