Reklama

Gorsza koniunktura na całym świecie

Ostatnie dwa tygodnie upłynęły pod znakiem wycofywania się kapitałów z mocnych dotąd rynków wschodzących. Nie oznacza to jednak impulsu wzrostowego dla amerykańskich akcji. Także za oceanem pojawiły się sygnały sprzedaży.

Publikacja: 15.10.2005 08:17

Tematem numer jeden na globalnych rynkach akcji w mijającym tygodniu była inflacja w USA. Inwestorów zmroziły najpierw informacje o szybkim wzroście cen produktów importowanych we wrześniu. Roczna ich zwyżka o 9,9% była największa od roku. To głównie efekt drożejących paliw. Nawet jednak po ich wyłączeniu roczny wzrost cen był wyraźnie wyższy niż w sierpniu - 3% wobec 2% miesiąc wcześniej. Kolejnym ciosem są wczorajsze dane o inflacji CPI. Roczny wskaźnik sięgnął aż 4,7% - to najwięcej od maja 1991 r.

Przebite wsparcia

Obawy przed wymykającą się spod kontroli inflacją są równoznaczne z obawami przed szybszym od oczekiwanego dotąd tempem podwyższania stóp procentowych przez amerykański Fed. Równocześnie wyższej inflacji nie towarzyszą sygnały przyśpieszenia gospodarczego. Roczne tempo wzrostu produkcji przemysłowej stopniowo maleje. Te dwa czynniki przeszkadzają w zwyżce kursów akcji w USA.

Niekorzystne doniesienia zza oceanu stały się pretekstem do realizacji zysków na rynkach wschodzących, które w ostatnich miesiącach przyniosły globalnym inwestorom znacznie większe profity niż giełdy w USA. Ważne jest przy tym, że doszło do odwrotu od akcji na wszystkich światowych rynkach, a nie do przepływu środków na rynki rozwinięte.

Sytuacja techniczna S&P 500 wygląda dość pesymistycznie. Po pierwsze, przebite zostało średnioterminowe wsparcie wynikające z dołków z czerwca i końca maja (ok. 1190 pkt). Tym samym można uznać, że trend średnioterminowy zmienił się na spadkowy. Niestety, jeszcze bardziej niekorzystne są rozstrzygnięcia w ujęciu długoterminowym. Indeks z impetem przebił linię ponad dwuletniego trendu wzrostowego, która równocześnie stanowi dolne ramię zwyżkującego klina. Tak istotne wydarzenie zapowiada utrzymanie się kiepskich nastrojów w nadchodzących miesiącach. Spadek S&P 500 do kwietniowego dołka (1137 pkt) to w tej sytuacji jak najbardziej realny scenariusz.

Reklama
Reklama

Cały rok na minusie?

Jest jednak kilka czynników, które nie sprzyjają szybkim spadkom za oceanem. Od początku ub.r. zwyżka S&P 500 przypomina schemat "dwa kroki do przodu, jeden to tyłu". Ledwie indeks ustanawia nowe maksimum trendu, wkrótce potem nadchodzi silna korekta. Tak samo jest tym razem. Od początku 2004 r. wystąpiło dotąd aż 6 głębokich korekt (przynajmniej o 4%) - nie licząc tej trwającej obecnie. Średnia ich głębokość to 5,3%, natomiast maksymalny spadek (marzec-kwiecień tego roku) wyniósł 6,5%. Te proste statystyki, obrazujące zmienność indeksu w ostatnich dwóch latach, sugerują, że w krótkim terminie potencjał spadkowy jest już na wyczerpaniu - od ostatniego szczytu (1245 pkt) do czwartkowego zamknięcia S&P 500 oddalił się już o 5,5%.

Same te statystyki mogą być o tyle nieprzekonujące, że zmienność indeksu może się wreszcie zwiększyć. Jest jednak jeszcze coś więcej. W wyniku przeceny wskaźnik MACD spadł do poziomu, na jakim zatrzymywał się już 4 razy od marca ub.r. Ten fakt jest bardzo istotny z dwóch powodów. Po pierwsze, sugeruje możliwość odbicia już na najbliższych sesjach. Z drugiej jednak strony, jeśli MACD przebije wsparcie, S&P 500 może wtedy bez większych przeszkód spaść do wspomnianego dołka na wysokości 1137 pkt. W stosunku do czwartkowego zamknięcia oznaczałoby to przecenę jeszcze o 3,3%. Taki scenariusz istotnie zmniejszyłby szanse na wyjście indeksu na plus na koniec grudnia w stosunku do poprzedniego roku. Warto zwrócić uwagę, że to właśnie w ostatnich dniach S&P 500 ponownie znalazł się na minusie w stosunku do poziomu z końca ub.r. (1212 pkt).

Dow Jones wokół średniej

Podsumujmy - przebicie linii długoterminowego trendu wzrostowego zapowiada spadki w najbliższych miesiącach. Z drugiej strony, dotychczasowa zmienność i wsparcie na wykresie MACD sugerują, że przecena nie musi być szybka. Nie da się wykluczyć kilkutygodniowego odbicia i dopiero potem kolejnej fali wyprzedaży.Podobne wnioski przynosi analiza wykresu średniej przemysłowej Dow Jones. Indeks przebił w mijającym tygodniu dolne ramię wielomiesięcznego trójkąta symetrycznego. To może zaowocować spadkiem do kwietniowego dołka (10012 pkt) - podobnie jak w przypadku S&P 500. Ostatni średnioterminowy sygnał sprzedaży nie zmienia jednak faktu, że Dow Jones już od początku ub.r. znajduje się w długoterminowej konsolidacji. Można powiedzieć, że indeks wykazuje tendencję powrotu do średniego poziomu w tym okresie. Średnia wartość Dow Jonesa od początku 2004 r. to ok. 10 400 pkt. Tylko 50 pkt poniżej znajduje się też połowa przedziału między maksimum i minimum indeksu w tym okresie - odpowiednio 10 940 pkt i 9750 pkt. Od lipca średnia przemysłowa znajdowała się powyżej średniej. Na początku października spadła poniżej 10 400 pkt i wygląda na to, że nadszedł cykliczny okres pobytu poniżej średniej. Na razie nie wydarzyło się jednak nic, co by kazało sądzić, że po przejściowym osłabieniu nastąpi znowu ruch powrotny do średniej.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama