Przyspieszenie w ostatniej fali wzrostowej przed zbudowaniem długoterminowego szczytu to cecha charakterystyczna końca hossy na GPW. Tak było na przełomie lat 1996 i 1997 oraz na początku 2000 roku. Podobny schemat zaobserwowaliśmy obecnie. Między listopadem 2003 roku i kwietniem 2004 roku WIG20 zyskał 32%, w kolejnej fali wzrostowej - trwającej od maja 2004 do lutego 2005 - podniósł się o 31,5%. Między majem i październikiem 2005 r. zyskał 40,6%, po czym w ciągu 12 sesji stracił 10,6%.
Tempo wysokie,
ale w normie
Okazuje się, że takie tempo zniżki jest porównywalne z szybkością, z jaką WIG20 spadał po zakończeniu internetowej hossy. Po 14 sesjach był wtedy na minusie 11,6%, teraz stracił niecałe 10%. Indeks traci za to wartość w dużo szybszym tempie niż w lutym 1997 roku. Na tej podstawie trudno wysnuć jakieś decydujące wnioski - okazuje się, że nawet wolniejsze tempo spadku może być sygnałem zakończenia długoterminowego trendu wzrostowego.
Do klarownych wniosków nie prowadzi też porównanie obecnej przeceny do trzech średnioterminowych korekt, które zdarzyły się po zapoczątkowaniu hossy w marcu 2003 roku. Okazuje się, że przed dwoma laty we wrześniu indeks największych spółek tracił jeszcze szybciej, a mimo to dał radę wrócić do hossy. Jednak od początku korekty do czasu, kiedy WIG20 osiągnął nowe maksimum w trendzie wzrostowym, minęło pięć miesięcy. Warto też zwrócić uwagę, że w trakcie korekty doszło do wymiany liderów - przed spadkiem rynek ciągnęły w górę średnie spółki produkcyjno-eksportowe, później główną rolę zaczęły odgrywać firmy z WIG20. Teraz taką wymianę na czele peletonu dużo trudniej sobie wyobrazić, bo w czołówce przewinęły się praktycznie wszystkie spółki.