W jednej z telewizyjnych reklam usłyszałem ostatnio: "truskawki 4 zł, płacąc kartą MasterCard". Nie np. "...gdy płaci się kartą MasterCard" ani "...jeśli zapłacisz kartą MasterCard" tylko właśnie "...płacąc kartą MasterCard". Pominę tu fakt, że cena truskawek nie zależy od tego, czy płaci się za nie taką czy inną kartą kredytową, gotówką czy też czekiem. Chodzi mi o coś zupełnie innego.
Wspomniana fraza reklamowa - bo to ani zdanie, ani równoważnik zdania - stoi w całkowitej sprzeczności z podstawowymi zasadami polskiej mowy. Rzekłbym nawet, że została skonstruowana karygodnie nie po polsku. Jest to pseudozdanie typu: "idąc, zrobiło się ciemno". Brzmi głupio? Ano brzmi!
Już słyszę zarzuty, że się czepiam, że szukam dziury w całym, a tak naprawdę problemu nie ma. Co z tego, że w reklamie instytucji finansowej i jej usług coś brzmi głupio, a nawet nie całkiem jest zgodne z zasadami języka polskiego? Przecież tu chodzi nie o lingwistykę, ale o finanse. Jedno z drugim nie ma żadnego związku.
Jestem innego zdania.
Niedawno sprzedawca w nowo otwartym osiedlowym warzywniaku namawiał mnie usilnie do częstszych zakupów. Robił to szczerze i z uśmiechem. Wyjaśniał, że ma ekologiczne marchewki i pietruszki, że ziemniaczki uprawiane bez chemii, że jabłka spod Skierniewic. No i że ceny konkurencyjne. Wszystko to brzmiało dość przekonująco. Niestety, jegomość najwyraźniej... nie wyleczył do końca próchnicy.