Słabsze od oczekiwań dane o sprzedaży detalicznej WIG20 uczcił wybiciem z krótkoterminowej konsolidacji w górę i najwyższą wartością od 13 października. Jednak dynamika ruchu w górę i niewielkie obroty sugerują, że sygnał ten jest pułapką. Tak jak w zeszłym tygodniu rynek powoli tracił ochotę do dalszych spadków, tak teraz nie widać determinacji w próbie wzrostu. Wygląda na to, że bez jeszcze jednego powrotu w okolice 2300 pkt trudno jest liczyć na próbę powrotu do hossy. A może ona w ogóle nie nastąpi?

Opublikowane wczoraj dane o sprzedaży detalicznej pokazują, że trudno liczyć na istotnie wyższe tempo wzrostu PKB w trzecim kwartale 2005 niż w drugim. W trzecim kwartale 2004 roku dynamika sprzedaży detalicznej oscylowała wokół 10%, co odpowiadało dynamice PKB na poziomie 4%. Teraz wzrost sprzedaży krąży wokół 6%. Biorąc pod uwagę wyższe inwestycje i wzrost eksportu, można oczekiwać, że zwyżka PKB jednak przekroczy wynikające z prostych proporcji 2,5% (w II kw. było 2,8%). Na pewno jednak nie będzie to cyfra, która rozwieje wątpliwości inwestorów, wokół zysków giełdowych spółek w kolejnych kwartałach. Szczególne powody do niepokoju mogę mieć akcjonariusze PKN i Lotosu. Roczna dynamika sprzedaży paliw wyniosła ledwie 5% i była najniższa od początku 2003 roku.

Nie tylko polscy konsumenci zawodzą posiadaczy akcji. Indeks zaufania konsumentów w USA, wyliczany przez Confernce Borad spadł z 87,5 pkt (po rewizji) we wrześniu, do 85 pkt w październiku. Jeszcze w sierpniu wynosił 105,5 pkt, ale nastroje radykalnie zmienił tragiczny huragan Katrina. Analitycy oczekiwali, że po tak gwałtownym spadku czeka nas przynajmniej korekcyjne odbicie, ale nic z tego. Składowa indeksu, która obrazuje oczekiwania amerykańskich konsumentów odnośnie do przyszłości, obniżyła się z 72,3 do 69,5 pkt. To najniższy poziom od ponad dwóch lat. W tej sytuacji nawet jeśli S&P 500 pokona kluczowy opór na 1200 pkt trudno będzie uznać, że zwyżka ma mocne poparcie we wskaźnikach makroekonomicznych.