- Prokuratura okręgowa zebrała wystarczające dowody, by oskarżyć Rafała G. i Arkadiusza O. o to, że działając w porozumieniu dopuścili się przestępstwa polegającego na sztucznym podwyższeniu i obniżeniu ceny kontraktów terminowych na indeks WIG20, a także, że dopuścili się oszustwa na szkodę Bankowego Domu Maklerskiego PKO BP - powiedział rzecznik Maciej Kujawski. Grozi im do 10 lat więzienia.
Prokuratura nie kończy jednak badania wydarzeń z 4 lutego 2004 r. - Niewyjaśniony jest wątek prania pieniędzy. Został wyłączony do osobnego postępowania i tymczasowo zawieszony. Czekamy na pomoc prawną ze Szwajcarii - dodał rzecznik.
Skierowanie sprawy do sądu to połowa sukcesu. Na drugą inwestorzy, którzy 4 lutego 2004 r. stracili pieniądze, muszą jeszcze poczekać. Niewykluczone, że nawet kilka lat. - Wiele zależy od sądu i sędziego, do którego trafi ta sprawa, ale i tak z reguły na termin pierwszej rozprawy czeka się od roku do dwóch lat. Czasami okres ten wydłuża się nawet do kilku lat - powiedział PARKIETOWI adwokat Jacek Reps. Sam proces może natomiast zakończyć się na pierwszej rozprawie, ale i zaskoczeniem nie powinno być jego wydłużenie do kilkunastu miesięcy.
Decyzja prokuratury ucieszyła przewodniczącego Komisji Papierów Wartościowych i Giełd Jarosława H. Kozłowskiego. - To dobra wiadomość dla rynku. Komisja będzie się w tej sprawie starać o status oskarżyciela posiłkowego. Sprawa jest dla rynku kapitałowego bardzo ważna i KPWiG wykorzysta wszystkie dostępne środki prawne, żeby doprowadzić do ukarania sprawców - powiedział. KPWiG bardzo sprawnie zareagowała na wydarzenia z 4 lutego. Już na drugi dzień wysłała do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Dzięki jej działaniom w porę zablokowany został rachunek, na którym zgromadzone zostały pieniądze z manipulacji. Od tamtego czasu znacznie wzrosły uprawienia nadzorcy. Teraz np. może blokować rachunek.
Kalendarium afery