W całkowitej sprzeczności z konsensusem sprzed 12 miesięcy amerykański dolar okazał się w mijającym roku jedną z najmocniejszych walut. Oczywiście nie mógł się równać z takimi "gwiazdami", jak część walut krajów zaliczanych do "emerging markets", takich jak np. brazylijski real (USD/BRL -21 proc. r/r) czy też chilijskie, oraz kolumbijskie peso (odpowiednio
-11,2 oraz -9,6 proc. r/r). Tu wpływ dobrej koniunktury na rynkach surowców był zbyt silny. Ale wśród walut krajów klasyfikowanych jako rozwinięte zdołały dotrzymać kroku USD jedynie korona islandzka oraz dolar kanadyjski (jedna z głównych "commodity currency"). Tegoroczną karierę dolara najłatwiej tłumaczyć jest narastającym systematycznie dysparytetem stóp procentowych pomiędzy USA a resztą świata (od września po raz pierwszy w historii roczny WIBOR znalazł się poniżej poziomu LIBOR-u dla dolara!). Różnica pomiędzy rocznymi stawkami LIBOR dla USD i euro przekroczyła ostatnio 2%, co poprzednio można było obserwować w la-
tach 1996-1997 oraz 1999-2000, w których to okresach nieprzypadkowo dolar wzmacniał się znacząco względem euro.
Od 1997 roku ciekawym zjawiskiem jest bardzo silna ujemna korelacja pomiędzy dynamiką roczną EUR/USD a rentownością obligacji rządu USA: wzmacniający się dolar towarzyszył wzrostowi rentowności i odwrotnie, spadek rentowności występuje równocześnie z osłabianiem się dolara. Zakładając utrzymanie się tej zależności, można oczekiwać, że obecna fala aprecjacji dolara zakończy się mniej więcej równocześnie z końcem bessy na amerykańskim rynku obligacji. Z kolei bessa na rynku obligacji w USA zakończyć się powinna w momencie, w którym z gospodarki USA zaczną dochodzić pierwsze sygnały wyraźnego pogorszenia koniunktury. Powinno to nastąpić w ciągu najbliższego roku. Na krótszą metę 40-tygodniowy cykl na rynkach obligacji osiąga teoretyczne minimum cen (maksimum rentowności) w okolicach grudnia. Niezależnie od kwestii timingu maksimum możliwym do osiągnięcia podczas trwającego od ponad 10 miesięcy ruchu EUR/USD wydaje się strefa 1,08-1,13.