Zarządzaniem WFM zajmuje się teraz Marian Kaczmarek, syndyk masy upadłościowej. - W ciągu 2-3 tygodni zamkniemy ostatni kontrakt. Na tym zakończy się działalność statutowa przedsiębiorstwa - mówi. Wtedy syndyk zajmie się poszukiwaniem inwestora. - Albo sprzedam firmę w całości, albo jej poszczególne części. Na razie nie zgłosili się żadni kupcy - twierdzi. W podobnej sytuacji jest budowlana spółka Bick. Jej upadłość uprawomocniła się pod koniec października. Firma wciąż jest notowana na GPW. Syndyk nie zdecydował jeszcze o sposobie jej likwidacji.
Miesiąc temu zmieniła się procedura postępowania wobec spółek giełdowych, które ogłosiły upadłość. Nowe zasady wprowadziła ustawa o ofercie publicznej. Do tej pory to zarząd GPW podejmował decyzję o wykluczeniu akcji przedsiębiorstwa z obrotu publicznego. Musiał jedynie być wcześniej poinformowany o prawomocnym wyroku sądu o upadłości. Teraz jest inaczej. Przede wszystkim nowe prawo zastąpiło "wycofanie z obrotu publicznego" terminem "zniesienie dematerializacji akcji". Następuje ono po upływie sześciu miesięcy od uprawomocnienia się wyroku o upadłości przedsiębiorstwa (art. 91 ust. 9 i 10). Ten zapis budzi jednak na GPW wątpliwości. - Nie jest dla nas jasne, czy mamy czekać z decyzją pół roku, czy możemy ją podjąć wcześniej - mówi Dariusz Marszałek z GPW. Interpretacji przepisu dokonała KPWiG. - Giełda nie może już usuwać akcji upadłej spółki z notowań na rynku regulowanym. Zgodnie z prawem, przez sześć miesięcy od dnia uprawomocnienia się postanowienia o upadłości jest to jeszcze firma publiczna. Oznacza to, że jej akcje są zdematerializowane w KDPW. Równocześnie jest notowana na rynku regulowanym. Zniesienie dematerializacji papierów następuje automatycznie. Niepotrzebna jest do tego decyzja GPW - wyjaśnia Łukasz Dajnowicz, rzecznik Komisji. - Przez cały ten czas ciążą na przedsiębiorstwie obowiązki informacyjne. Najważniejsze jest bowiem informowanie inwestora - dodaje.
Kurs WFM wzrósł wczoraj o 5%, przy niskich obrotach. Na zamknięciu wyniósł 0,21 zł.