Patrząc na przebieg notowań pochodnej przez pryzmat wykresu tygodniowego, trzeba przyznać, że siła trwającego 4 tygodnie odbicia budzi respekt. Nowe maksima zarówno w cenach zamknięcia, jak i powrót MACD ponad linię sygnalną nie są tym, co mogłoby zachęcić graczy do prób zajmowania pozycji zakładających korekcyjny ruch cen w tym newralgicznym rejonie.
Wykres dzienny dostarcza jednak nieco więcej znaków zapytania. W piątek impet trendu wzrostowego osłabł w pobliżu październikowego szczytu i górnego ograniczenia wstęgi Bollingera. Swoje robiła również linia półrocznego trendu wzrostowego, która na wykresie świecowym przebiegała tuż powyżej piątkowego zamknięcia. Kształt powstałej świecy oraz położenie CCI bliskie "zwyczajowym" maksimom sugerowało, że w poniedziałek może nastąpić spowolnienie wzrostu.
Poza tym na uwagę zasługiwała baza, która na przestrzeni 1,5 roku osiągała podobne wartości tylko kilkakrotnie. Pamiętając, że zwykle strach przed poprzednim szczytem był dla kupujących czynnikiem sprzyjającym, trzeba zauważyć, że obecnie w poziomie bazy nie widać znaczniejszych obaw co do losów pochodnej. Przed atakiem na szczyt z 4.10 nie można zatem było wykluczyć cofnięcia.
W poniedziałek kurs pochodnej obrał kierunek południowy, ale nie była to żadna dramatyczna przecena i do połowy czwartkowego korpusu na 2460 pkt jeszcze sporo brakuje. Jednakże dalsza zniżka byłaby już powodem do niepokoju, gdyż wykres pochodnej zacząłby się niebezpiecznie "klinować". Taki charakter podejścia do szczytu (klin wznoszący) oznaczałby, że najbliższe sesje byłyby niezwykle nerwowe z ciągłym zagrożeniem wyjścia dołem z formacji, która charakterystyczna jest dla schyłkowego okresu trendu wzrostowego.