Wczorajsze notowania mogły niektórym nieco poprawić nastroje i przynieść chwilę uspokojenia. Trzy poprzednie sesje ostudziły najwyraźniej entuzjazm nadmiernych optymistów, już w ubiegłym tygodniu widzących oczami wyobraźni nowe rekordy naszych indeksów giełdowych. Przyjmując ich punkt widzenia zniżkę WIG20 zapoczątkowaną parę dni temu z poziomu niewiele przekraczającego 2500 pkt należy rozpatrywać tylko i wyłącznie w kategoriach korekty (na co wskazują też niezbyt efektowne obroty), potrzebnej na przetasowania w portfelach, być może wymianę liderów hossy i zebranie sił przed próbą ataku na ustanowione nie tak dawno temu historyczne szczyty.

Spadek powstrzymany został blisko istotnego wsparcia, jakim jest strefa 2416-2430 pkt. Dla posiadaczy akcji jest to dobra wiadomość, bo kolejnych barier dla ewentualnej przeceny należy szukać prawie 100 pkt niżej. Wczoraj w sukurs naszym graczom przyszły informacje z USA, gdzie inwestorzy ze zrozumiałym optymizmem przyjęli opublikowanie sprawozdania z ostatniego posiedzenia Fed, z którego wynika, że cykl podwyżek tamtejszych stóp procentowych powoli dobiega końca. W niełasce znalazła się amerykańska waluta, a rentowność obligacji obniżyła się, co dla rynków akcji wróży jak najlepiej. Pytanie tylko, na jak długo wystarczy tego optymizmu.

Nasz rynek, sądząc po obrotach, korekty jeszcze nie zakończył. Próba choćby zbliżenia się WIG20 do poziomu 2555 pkt będzie wymagać znacznie większej aktywności i co tu kryć, większego kapitału niż ten, który obecnie operuje na GPW. Wydaje się, że w tym tygodniu żadne rozstrzygnięcia nie padną: ze względu na święto w USA pozbawieni będziemy "drogowskazu", a na politykę rynek chwilowo się uodpornił (nawet na taniec godowy PiS i Samoobrony). Niedługo przekonamy się, czy w tym roku wystąpi "rajd Świętego Mikołaja" albo grudniowy "efekt stycznia". W końcu to już tradycja.

Zwróć uwagę:

MNI - wybicie z dwuletniego trendu bocznego, ruch powrotny wykonany, wyniki finansowe przyzwoite... Może być ciekawie.