Sezon świątecznych zakupów jest bardzo ważny dla amerykańskich handlowców. Ostatnie pięć-sześć tygodni roku przynosi im bowiem około 40% rocznych obrotów. Z kolei wewnętrzny popyt generuje w USA około 2/3 PKB, więc od tego, ile dolarów Amerykanie pozostawią w sklepach, zależą także wyniki całej gospodarki.
Kolejki oczekujacych pod sklepami na poranne otwarcie i wielkie wyprzedaże, przepychanki i walka o najbardziej poszukiwane towary - to tradycyjne już sceny co roku pokazywane przez amerykańską telewizję w ostatni weekend listopada. Ponad 130 milionów konsumentów pojawi się w tym czasie w sklepach, rozpoczynając sezon świątecznych zakupów - szacuje Narodowa Federacja Sprzedawców Detalicznych. O emocjach związanych z zakupami może świadczyć sklepowy debiut nowej konsoli do gier Microsoftu Xbox 360. Około 4500 sklepów w całych Stanach Zjednoczonych otworzyło swoje podwoje w nocy z poniedziałku na wtorek, aby móc sprzedawać nowy gadżet. W ciągu najbliższych 90 dni Microsoft chce sprzedać ponad 3 miliony sztuk Xboxów 360.
W "czarny piątek" wiele sieci handlowych otwiera się nawet o piątej rano. Przymiotnik "czarny" nie ma tu jednak nic wspólnego z żałobą. Tego dnia wielu sprzedawców po raz pierwszy osiąga dodatni bilans rocznych obrotów, co w USA zawsze zaznaczano w księgach rozrachunkowych czarnym atramentem.
Tegoroczne prognozy mówią o 4-proc. wzroście obrotów w porównaniu z ub.r., ale w tym roku rzeczywiście trudno przewidzieć, jakie będą zachowania konsumentów. W sezonie świątecznym sprzedawcy będą więc toczyli morderczą walkę o każdego klienta, obawiając się, że konsumenci nie będą zbyt skłonni do otwierania portfeli. Wysokie ceny benzyny i energii oraz rosnące stopy procentowe sprawiają, że wiele amerykańskich rodzin zachowa ostrożność podczas zakupów. Już teraz wielkie sieci handlowe, takie jak Wal-mart, Kmart, Target prześcigają się w obniżkach i nadzwyczajnych ofertach. W tym roku szczególnie aktywny jest Wal-mart, który w ubiegłym zlekceważył pierwszy dzień świątecznego sezonu. Tradycyjne sklepy muszą coraz bardziej liczyć się ze sprzedawcami online, którzy są dostępni przez 24 godziny na dobę. - To manewry graniczące z desperacją - mówi profesor marketingu Erik Gordon z Johns Hopkins University. - W dzisiejszych czasach każdy jest twoim konkurentem, a nikt nie może sobie pozwolić na stratę dotychczasowego udziału w rynku.
(Nowy Jork)