Wzrost kosztów odczują przede wszystkim bogatsi biznesmeni, którzy będą płacić wyższe ceny za bilety lotnicze, hotele, czy wynajęcie samochodów. Amerykańskie przedsiębiorstwa, podnosząc ceny, wykorzystują powracającą koniunkturę, na którą złożyła się zarówno poprawa sytuacji gospodarczej, jak i otrząśnięcie się z szoku po zamachach z 11 września.

O 8% mają wzrosnąć ceny przelotów i wypożyczenia samochodów. Luksusowe hotele zdrożeją o 5%, a te o średnim standardzie o 3%, czyli wciąż powyżej stopy inflacji szacowanej przez National Association for Business Economics na poziomie 2,3%. Firma konsultingowa Runzheimer International przewiduje, że całość kosztów podróży finansowanych przez korporacje wzrośnie w przyszłym roku o 12%.

Według ekspertów z National Business Travel Association, amerykańskie firmy będą musiały dużo efektywniej wykorzystywać czas swoich pracowników podróżujących służbowo. Nie przewiduje się jednak osłabienia aktywności na lukratywnym dla przewoźników i hotelarzy rynku. Liczba podróży służbowych jest bowiem uzależniona przede wszystkim od sytuacji gospodarczej. A ta - jak świadczą prognozy - jest coraz lepsza. W tej sytuacji wzrost cen jest nieunikniony, bo firmy obsługujące rynek będą chciały zrekompensować sobie wysokie ceny paliw oraz ograniczoną przepustowość połączeń lotniczych. Dzięki temu przewoźnicy będą mogli podnosić ceny biletów. Hotelarze nie będą już mieli takiej swobody, bo popyt na te usługi nie rośnie aż w takim tempie. Rośnie natomiast zapotrzebowanie na mieszkania i wiele hoteli zdecydowało się zamienić część swoich pokoi na apartamenty.