Drugiego grudnia WIG20 dotarł do najwyższego poziomu w historii (2582 pkt). Tego dnia obroty wyniosły 805 mln zł i były o 36% wyższe niż średnie w listopadzie. W trakcie kolejnej sesji indeks musnął 2600 pkt, ale ostatecznie zakończył ją na poziomie 2571 pkt. Następnego dnia przewaga leżała po stronie niedźwiedzi, które zepchnęły wskaźnik blue chips poniżej przełamanego wcześniej oporu (2565 pkt). Ostatnie dwie sesje pokazują natomiast, że inwestorzy nie są na razie skorzy ani do wyprzedaży akcji, ani do ich agresywnego kupowania. Kursy większości blue chips podlegały niewielkim wahaniom Bardzo małe, jak na ostatnie czasy były obroty.

Taka sytuacja nie powinna się długo utrzymać. Jeżeli w najbliższym czasie byki nie postarają się o wyraźne przekroczenie oporu, to ze sporym prawdopodobieństwem będzie można oczekiwać wzmożonej aktywności sprzedających. Wtedy kurs mógłby wrócić do około 2300 pkt. O tym, który scenariusz będzie realizowany, zdecydują inwestorzy zagraniczni. Jeżeli przystąpią do związanego z końcem roku "strojeniem okien", to w krótkim terminie indeks mógłby przekroczyć 2650 pkt. Wyraźnie umacniający się kurs złotego nie wyklucza takiego scenariusz. Z drugiej strony, jeżeli zagranica nie przejdzie do ataku, to krajowi inwestorzy raczej nie będą skorzy do wyciągania kursów. Wręcz przeciwnie. Obserwowane w ostatnim czasie nasilenie aktywności spekulantów na papierach spółek o najmniejszej kapitalizacji, jest raczej zjawiskiem typowym dla ostatniego etapu hossy.

Słuszne wydaje się obecnie wstrzymanie od kupna akcji. Wprawdzie nie ma jeszcze poważnych powodów do sprzedaży, ale ryzyko zmiany krótkoterminowego trendu na spadkowy z każdym dniem rośnie. Sygnalizują je wskaźniki techniczne, które ponownie dotarły do stref wykupienia. Optymizmem nie napawa także analiza obrotów. W ostatnim czasie były one rekordowe. Podobnie kształtowały się praktycznie w każdym przypadku tworzenia się ważnego szczytu na wykresie indeksu największych spółek.