Reklama

Autostrady wielkie jak deficyt

Publikacja: 10.12.2005 07:02

Podczas ostatniej debaty budżetowej pani minister finansów Teresa Lubińska oświadczyła, że chce wprowadzić nowe podejście do finansów publicznych. Oczywiście, nie do końca wyjaśniła, na czym owa nowość ma polegać, ale mam wrażenie, że na innym podejściu do deficytu.

Do tej pory ministrowie finansów niezbyt pochlebnie się na temat deficytu wypowiadali. Generalnie do deficytu sprowadzała się publiczna dyskusja na temat budżetu - czy tylko zbyt duży, czy może już katastrofalnie ogromny? Ile będzie kosztować jego sfinansowanie i czy nie dałoby się ograniczyć tej dziury? Tę dyskusję w dużej części aranżowali ministrowie finansów. A każdy minister - jak wiadomo - to hipokryta. Niby nie lubi deficytu, ale żeby zrobić budżet bez dziury, to już się nie da. Niby chce ograniczać, ale nie raz, nie dwa urzędowanie zaczynał od powiększania.

Z tą hipokryzją najwyraźniej pani minister chce skończyć. W trakcie debaty sejmowej stwierdziła, że nie ma mowy o§likwidacji dziury budżetowej, bo przecież jesteśmy państwem "na etapie budowy autostrad i innych inwestycji". W ten sposób wyjaśniła wszystkim, co się stało z tymi 300 mld zł, na które złożyły się kolejne deficyty budżetowe. One są w autostradach i innych inwestycjach.

No, może w autostradach ich nie ma, bo autostrad też za wiele nie ma. Podejrzewam, że urzędnicy potrafią, ale żeby budować i remontować autostrady po 300 mln za kilometr, to już trzeba więcej niż zwykłych umiejętności urzędniczych. A więc może inne inwestycje? No, grubo ponad 1 mld zł kosztował system informatyczny w ZUS. I będzie jeszcze kosztował. Ja się dziwię, że Samoobrona jeszcze nie zażądała, aby wyłączyć komputery i zatrudnić ludzi, którzy będą to wszystko liczyć na liczydłach. Będzie i taniej, i bezrobocie się zwalczy (i pewnie miałaby rację).

A więc mamy miliard znaleziony. Zostało jeszcze 299 miliardów do odszukania. Gdzie one mogą być? Może w nowych liniach kolejowych, które teraz się próbuje zamykać? Może w jakichś imponujących nowoczesną architekturą gmachach publicznych? Może w tanich mieszkaniach, które państwo tak ochoczo buduje? A może to jest tak, że wprawdzie pieniędzy już nie ma, ale inwestycje i autostrady dopiero będą? Jak z niektórymi zamówieniami, że płaci się najpierw, potem dostaje towar. Co prawda, normalny konsument już dawno pogoniłby dostawców, co zamówionego produktu nie są w stanie przesłać w ciągu kilkunastu lat, ale któżby od premierów, ministrów i posłów wymagał normalności? Ta czy owak gdzieś, w jakichś inwestycjach, te 299 mld zł być musi - minister finansów przecież nie może się mylić!

Reklama
Reklama

A więc - wracając do nowej minister - czas na nowe podejście. Koniec z narzekaniem, że skoro nie ma autostrad, nowych dróg i innych ważnych dla kraju inwestycji, to może warto byłoby zrezygnować także z deficytu. Jest nowe podejście, które mówi, że deficyt będzie, bo muszą też być autostrady. One powstaną, a jak nie - to będzie choć deficyt. W końcu coś być musi, bo każdy minister chce coś po sobie zostawić.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama