W październiku ceny były jeszcze o 1,6% wyższe niż przed rokiem. Skąd spadek? - W ubiegłym miesiącu o kilka procent potaniały paliwa na stacjach - wyjaśnił Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Według niego, spadek inflacji byłby jeszcze większy, gdyby nie to, że spadkom cen benzyny towarzyszył wzrost stawek za gaz, wykorzystywany przez część właścicieli samochodów. GUS poda dane o inflacji w środę.
Tego samego dnia NBP opublikuje informację na temat podaży pieniądza w listopadzie. Ekonomiści są zdania, że dynamika pieniądza w obiegu znów przyspieszyła. Średnio prognozują roczny wzrost na poziomie 13,4%. Jeśli takie przewidywania się sprawdzą, w listopadzie wzrost podaży pieniądza był najszybszy w tym roku. W październiku mieliśmy do czynienia ze spowolnieniem wyłącznie ze względu na tzw. efekt bazy (kredyty na zakup akcji PKO BP w ofercie publicznej przeprowadzonej przed rokiem). Mimo że podaż pieniądza przyspiesza, RPP nie uznawała do tej pory tego za czynnik, który może skutkować przyspieszeniem inflacji.
Zainteresowanie rady budzi natomiast sytuacja na rynku pracy. Roczny wzrost zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw waha się cały czas wokół 2%. Analitycy oczekują również 4-proc. wzrostu przeciętnej płacy w dużych firmach. - Nasza prognoza jest niższa, bo uważamy, że październikowy impuls miał charakter jednorazowy - powiedział M. Szczurek. W poprzednim miesiącu roczny wzrost wynagrodzeń osiągnął 6,4%, ale był to efekt premii w dużych firmach: KGHM i Poczcie Polskiej. Informacje nt. rynku pracy poznamy w czwartek.
W tym tygodniu zostanie również opublikowany bilans płatniczy za październik. Analitycy spodziewają się, że deficyt na rachunku bieżącym wyniósł ok. 300 mln euro. Zdaniem większości ankietowanych przez nas ekonomistów, bilans handlowy był również ujemny, ale deficyt był znacznie mniejszy.
Prognozy wskaźników makroekonomicznych publikowanych w tym tygodniu