Rynek trwa w konsolidacji. Podstawowy problem z nią związany polega na tym, że indeks zatrzymał wzrost dokładnie na poziomie szczytu sprzed ponad dwóch miesięcy. Spadek obrotów nie musi w takiej sytuacji oznaczać, że powstanie formacja podwójnego szczytu.
Zmniejszone obroty można interpretować zarówno pozytywnie (nie następuje dystrybucja akcji), jak i negatywnie (przy wysokim poziomie cen brakuje chętnych do zakupów). Układ średnich kroczących jest typowy dla hossy i wkomponowuje się w optymistyczny obraz rynku. A biorąc pod uwagę średnie w ujęciu tygodniowym może okazać się, że ryzyko spadku jest bardzo znikome, bo już na poziomie 2450 pkt znajduje się średnia krocząca z 15 tygodni, która na pewno nie zostanie przełamana w pierwszej próbie. Głębszy spadek i tak prawdopodobnie zatrzymany zostałby przez SK z 45 tygodni (2200 pkt, gdzie przebiega także pierwsze zniesienie hossy z okresu 2002 - 2005), która od początku 2003 roku stanowi wsparcie w ujęciu średnio- i długoterminowym. Uważam, że w obecnej sytuacji dopiero jej przełamanie potwierdzone silnym spadkiem w kolejnym tygodniu oznaczałoby zakończenie długookresowych zwyżek.
Zarówno w ujęciu dziennym, jak i tygodniowym indeks największych spółek nadal znajduje się pod linią trendu, która wyznaczała kierunek ruchu od maja. Wydaje mi, że przy pewnej dozie pesymizmu obecny wzrost można traktować jako ruch powrotny do wspomnianej linii. Fakt, że była ona dosyć stromo nachylona, spowodował, że ruch ten doprowadził WIG20 aż pod poziom 2600 pkt. Aczkolwiek znaczenie samej linii jest według mnie istotnie mniejsze niż wówczas, gdy indeks przebywał ponad nią.
Co do ewentualnych wzrostów to można ich potencjalny zasięg wyznaczać w oparciu o proporcje Fibonacciego dla ostatniej korekty. Mimo że 2758 pkt wydaje się teraz raczej absurdalne, to jednak w hossie wszystko jest możliwe i mało wiarygodny wzrost może być kontynuowany.