Nasz rynek funduszy inwestycyjnych otworzył się na zagraniczne instytucje zarządzające aktywami w maju 2004 r. Dotyczy to funduszy spełniających unijną dyrektywę, zarejestrowanych w krajach Europejskiego Obszaru Gospodarczego albo OECD. Nie oznacza to jednak, że wcześniej w ogóle nie było w Polsce możliwości inwestowania za granicą, za pośrednictwem funduszy. Z uwagi na brak doświadczenia w zarządzaniu tego typu produktami, krajowe TFI tworzyły zwykle konstrukcje będące klonami funduszy zarejestrowanych np. w Luksemburgu. Takie podmioty nadal prowadzą działalność (np. Pioneer. BPH, Union Investment, Skarbiec). Ich portfel jest z reguły odwzorowaniem funduszu matki, a wartość jednostki jest podawana zarówno w złotych, jak i obcej walucie. Wyjątkowa sytuacja jest w subfunduszach Millennium TFI, których wyceny podawane są wyłącznie w walutach obcych.
Dywersyfikacja oszczędności
Pierwszą korzyścią przemawiającą za inwestowaniem w zagraniczne fundusze jest dywersyfikacja aktywów. Podobnie jak inwestor giełdowy może zredukować ryzyko, lokując w spółki z różnych branż (zmniejszenie ryzyka sektorowego), tak kupujący jednostki mogą skorzystać z bogatej oferty funduszy i zainwestować w fundusze sektorowe lub specjalizujące się geograficznie. W ten sposób niekorzystne wyniki na jednym rynku mogą być zrównoważone zyskami na innym.
Druga sprawa to znacznie bogatszy wybór strategii inwestycyjnych. Polskie fundusze z reguły inwestują w sposób tradycyjny: na warszawskiej giełdzie, w obligacje skarbowe czy - o wiele rzadziej - komercyjne oraz instrumenty rynku pieniężnego. W funduszach zagranicznych mamy bardzo wiele egzotycznych strategii, które mogą przynosić wysokie zyski (przykładowo, chińskie akcje czy walory rosyjskich spółek z sektora telekomunikacyjnego).
Ochrona