Okres przedświąteczny upłynął inwestorom pod znakiem zwyżki, w ramach której indeks największych spółek ustanowił swoje nowe maksimum. Sesja poświąteczna też nikogo nie rozczarowała, choć nie spodziewałbym się w tym skróconym giełdowym tygodniu większych wahań WIG20.

Podtrzymuję swoją wcześniejszą tezę, że rynek specjalnie mocno nie urośnie, bo i nie ma przyczyny do "poprawiania" cen większości akcji. Spadków też nie będzie, bo nie ma potrzeby realizacji zysków w tym roku podatkowym, a i sam rynek nie daje sygnałów zakończenia hossy. Krótkoterminowej szansy upatrywałbym w akcjach mniejszych firm, niekoniecznie tych o profilu wyłącznie spekulacyjnym. Przy wysokich cenach blue chipów to właśnie ten segment rynku może dać największe zyski w pierwszej połowie przyszłego roku, szczególnie że wiele mniejszych firm jest właśnie w okresie kończenia działań naprawczych.

Techniczny obraz indeksu WIG20 nie jest zbyt dobry, o ile analizować wyłącznie obroty i wskaźniki techniczne. Te ostatnie (szczególnie w układzie tygodniowym) nie potwierdziły nowego maksimum. W krótkim terminie, poszukując kolejnych wsparć, posiłkowałbym się średnimi kroczącymi. Jeśli chodzi o krótkoterminowe opory, to o ile wzrost nie zatrzyma się na poziomie ubiegłotygodniowego zamknięcia, to WIG20 na pewno osiągnie wartość 2750 pkt.

W tym miejscu warto pokusić się o prognozę zachowania indeksu przynajmniej w rocznej perspektywie. Hossa wchodzi właśnie w swój czwarty rok i dopiero uporała się z wierzchołkiem z 2000 r. Gdyby opierać się na złotej proporcji Fibonacciego, to zasięg obecnego ruchu w długim terminie mógłby wynieść nawet 3458 pkt. Dla jednych to dużo, ale dla mnie to tylko 30% więcej niż obecna wartość indeksu. W perspektywie całego roku 2006, w którym polskie firmy dalej będą beneficjentami integracji europejskiej, wzrost ich wartości o 1/3 nie wydaje się wcale niemożliwy. Wystarczy spojrzeć na zyski największych firm, by uświadomić sobie skalę potencjalnych inwestycji (w tym i akwizycji). Ciągła poprawa zysków daje gwarancję kontynuacji hossy. Zmiana koniunktury spowoduje zakończenie wzrostów.