Rozpędzony rynek z impetem wszedł w nowy rok. Trzecia z rzędu wzrostowa sesja mogła ucieszyć niejednego, a obroty wskazują, że grę prowadzą inwestorzy o grubych portfelach. Bez dwóch zdań mamy hossę, a jak wiadomo każdy trend trwa tak długo, dopóki nie ma wiarygodnych sygnałów jego zakończenia. Na GPW na razie nie ma, choć na niektórych walorach można dostrzec niepokojące oznaki rosnącej euforii, od której już tylko jeden krok do korekty. Nie chodzi tu tylko o giełdowych średniaków, którzy potrafią rosnąć po kilkanaście procent dziennie, ale o ogólne spojrzenie na rynkową wycenę spółek, która w wielu przypadkach wydaje się zbyt entuzjastyczna. Oczywiście jest to jedna z cech hossy, gdzie walory zmierzają do przewartościowania, jednak zwłaszcza w takim wypadku umiar i trzeźwe spojrzenie są jak najbardziej wskazane. Z doświadczenia wiadomo, że firmy najlepsze recenzje uzyskują w apogeum trendu wzrostowego, najgorzej zaś są wyceniane na dnie bessy. Czy rekomendacja kupna KGHM z ceną docelową 81 zł może być zwiastunem pewnego przesilenia na naszej giełdzie? Wydaje się, że to możliwe, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę pewne symptomy pompowania kursów pod koniec ubiegłego roku.
Nasz rozpędzony rynek dostał wczoraj dodatkowy impuls z USA, gdzie opublikowano sprawozdanie z grudniowego posiedzenia FED i z którego wynika bliski koniec podwyżek stóp za oceanem. Ameryka zareagowała wzrostem, my też, choć pewnie dobre Stany to był tylko pretekst. Ogromne pokłady optymizmu obecne aktualnie na GPW nie pozwolą na długotrwałą korektę (choć może być ona intensywna), zwłaszcza że fundamenty polskiej gospodarki nie są najgorsze. Chwilowo nie zmienią tego ani roszady w rządzie, ani jego niezbyt stabilne zaplecze parlamentarne. Giełda ma najwyraźniej ochotę rosnąć i mimo zawirowań, które niewątpliwie wystąpią, jeszcze urośnie. Jak na razie długoterminowy trend nie jest zagrożony.
Zwróć uwagę:
Dwory - solidne fundamenty, ale spółka raczej dla cierpliwych.