Pierwszy tydzień nowego roku przyniósł rekord ceny miedzi. W minioną środę na zamknięciu sesji w Londynie za tonę tego metalu płacono 4540 USD. Kolejna psychologiczna bariera na poziomie 4500 USD została więc przełamana i zapewne w najbliższych miesiącach uczestnicy tego rynku będą testowali poziom 5000 USD. Pokonanie ostatniej "500" zajęło im zaledwie 8 tygodni.
Najnowszy rekord był wynikiem zaniepokojenia o ciągłość dostaw, wywołanego zapowiedzią strajku w największej na świecie kopalni miedzi Codelco w Chile. W ub.r. kopalnia ta dała prawie 10% światowej produkcji tego metalu.
Robotnicy Codelco zażądali 500 tys. peso (964 USD) nagrody za 2005 r., kiedy cena miedzi wzrosła o 40%. Zarząd odmówił. W środę robotnicy przystąpili do blokowania dróg dojazdowych do kopalni. Skończyło się aresztowaniem demonstrantów i w następnych dniach takich incydentów było już mniej, aczkolwiek napięcie utrzymywało się i groźba strajku wciąż była aktualna.
Biorąc pod uwagę obecny bardzo niski stan zapasów miedzi, każde zakłócenie dostaw, a nawet tylko ryzyko takiego zakłócenia, powodują natychmiastowy, nieraz znaczący wzrost cen. Tak było właśnie w minioną środę, kiedy miedź zdrożała o 100 USD, 2,5%. Koniec tygodnia przyniósł już lekkie spadki.
Kontrakty terminowe na miedź z dostawą za trzy miesiące staniały w piątek po południu w Londynie o 35 USD, 0,8%, do 4477 USD za tonę. Na koniec minionego tygodnia i całego ub.r. kontrakty te kosztowały w Londynie 4395 USD.