Wśród innych czynników ryzyka wymienia się także rosnące ceny energii, sytuację na rynku nieruchomości oraz możliwość pogłębienia się kłopotów na rynku zatrudnienia w związku z odpływem za granicę miejsc pracy w sektorze wytwórczym. Natomiast niewielu ekonomistów wskazuje na niebezpieczeństwo inflacji jako realne zagrożenie dla największej gospodarki świata.
Ekonomiści zgodnie twierdzą, że 2006 r. będzie w USA piątym z rzędu rokiem rozwoju gospodarczego. Według ankiety przeprowadzonej przez "Wall Street Journal" wśród 56 ekonomistów, wzrost PKB wyniesie w I półroczu 3,5%, a w drugim - 3,1%. Oznacza to jednak zejście poniżej średniej 4,1% notowanej w minionych dwóch latach. Konsensus ekonomistów przewiduje też wzrost cen konsumpcyjnych (CPI) o 2,3% między listopadem 2005 r. a listopadem 2006 r.
Niewielu ankietowanych spodziewa się także szybkiego nadejścia recesji - rozwój gospodarczy powinien potrwać jeszcze przez kolejne cztery lata. Ekonomiści zwracają jednak uwagę na globalne zagrożenia. Na ceny energii będą wpływać zarówno czynniki naturalne (pogoda, klęski żywiołowe), polityczne (możliwość destabilizacji wielu krajów naftowych) i gospodarcze (rosnący globalny popyt i brak mocy przerobowych rafinerii). Ekonomiści nie obawiają się szybkiego ożywienia koniunktury w Europie, ale zwracają uwagę na Chiny i Japonię. Z jednej strony, na szybszym rozwoju tych krajów skorzystają amerykańscy eksporterzy, z drugiej jednak, rosnący popyt na energię pogłębi wąskie gardło na rynku surowcowym.
Czynnikiem zwalniającym tempo wzrostu gospodarczego w USA będzie m.in. słabnąca koniunktura na rynku nieruchomości, co ograniczy możliwości nabywcze amerykańskich konsumentów. Na to zagrożenie zwraca uwagę co czwarty ankietowany. Nikt właściwie jednak nie przewiduje nagłego załamania rynku spowodowanego spadkiem cen domów i wzrostem oprocentowania kredytów. Tym niemniej Jan Hatzius, główny ekonomista Golman Sachs, uważa, że wartość pożyczek konsumenckich pod zastaw nieruchomości spadnie z 887 mld USD w 2005 r. do 552 mld USD w 2006 i 363 mld w 2007 r. Prognoza uniwersytetu UCLA mówi też o odpływie 500 tys. miejsc pracy w związku ze spadkiem koniunktury w budownictwie.
Nowy Jork