Wczorajszy spadek przesądził o tym, że od poniedziałkowego maksimum WIG20 stracił już ponad 4%. Tym samym mamy największą korektę w trwającej już ponad dwa miesiące fali wzrostowej. Tak jak pod koniec zeszłego roku polskie akcje należały do liderów regionu, tak wczoraj ich kursy najmocniej spadały. Spośród 15 spółek, których akcje uwzględniane są w wyliczaniu indeksu Dow Jones EU Enlarged 15, największe starty poniosły PKN Orlen, Bank Pekao, KGHM i TP. Jednocześnie walory KGHM notowane są 136% wyżej niż przed rokiem, co ostrzega, że potencjał do realizacji zysków jest znaczny.
Wciąż jednak brakuje sygnałów, że zapoczątkowana w poniedziałek dość ostra wyprzedaż polskich akcji to coś więcej niż tylko lokalna korekta. W opublikowanym wczoraj raporcie analitycy Citigroup obniżyli rekomendację dla banków z naszego regionu z "przeważaj" do "niedoważaj". Zdaniem specjalistów, powiększające się deficyty w gospodarkach regionu (w szczególności węgierski deficyt budżetowy) mogą spowodować wzrost stóp procentowych i zwiększenie ryzyka walutowego. Taki scenariusz, w sytuacji kiedy popularne w regionie są kredyty walutowe, niekorzystnie odbije się na wynikach banków. Wśród banków, których dotyczyło obniżenie rekomendacji, znalazły się m.in. węgierski OTP, czeski Komercni Banka i Pekao. Reakcja rynku na ten raport była umiarkowana: mocniej spadł tylko kurs Pekao, kurs Komercni Banka obniżył się 1%, notowania OTP praktycznie nie zmieniły się. Gdybyśmy mieli do czynienia z jakimś bardziej zdecydowanym odwrotem z regionu, reakcja byłaby przypuszczalnie dużo mocniejsza. Zachowanie rynku można interpretować jako odwrót na z góry upatrzone pozycje.
Bardzo istotnym pytaniem jest, czy kontynuacji hossy sprzyjać będzie zachowanie rozwiniętych rynków zagranicznych. W krótkim terminie zagrożeń nie widać - do mocno już rozpędzonych indeksów europejskich dołączyła Ameryka. Spadek na początek wczorajszej sesji w USA, związany z gorszymi od oczekiwań wynikami finansowymi Alcoa i Phelps Dodge, określiłbym jako umiarkowany.