Czy w siedzibie Narodowego Banku Polskiego przy ulicy Świętokrzyskiej w Warszawie mieszkają łowcy duchów? Według zaleceń teorii ekonomii tak właśnie powinno być. Twierdzi się mianowicie, że prowadzona prawidłowo polityka pieniężna powinna przypominać łapanie duchów. Oznacza to, że ustalając parametry polityki pieniężnej, bankierzy centralni powinni podejmować wyprzedzające działania, które stłumią znajdującą się dopiero w stadium początkowym presję inflacyjną. Przyszła presja inflacyjna, jak duchy, jest niewidoczna dla przeciętnego obserwatora polityki pieniężnej w chwili, gdy reaguje na nią bank centralny. Twierdzenia banku, że zagrożenie się zbliża, mogą być przyjmowane z niedowierzaniem, a decyzje spotykać się z drwiącymi ocenami. Zadaniem banku centralnego jest jednak rozpoznanie duchów i przy pomocy swoich instrumentów dokonanie egzorcyzmu, zanim zmora inflacyjna zacznie "straszyć" w gospodarce. W taki właśnie sposób politykę pieniężną starają się prowadzić najlepsze banki centralne świata.

W polskim banku centralnym, oczywiście, również nie brakuje łowców duchów. Przygotowywane przez ekonomistów NBP projekcje inflacji nie są niczym innym, jak próbą rozpoznania duchów i momentu, w którym mogą się pojawić. Bazując na projekcji i zestawie wielu innych informacji, członkowie Rady Polityki Pieniężnej dokonują ostatecznej oceny, czy pojawia się zmora inflacji i czy może przerodzić się w realne zagrożenie dla gospodarki. Jeśli uznają, że tak, to podejmują odpowiednie kroki. W obecnej sytuacji takim krokiem (zwalczaniem zmory inflacji) jest brak kolejnych obniżek stóp, do których skłaniają bardzo niskie wskaźniki inflacji bieżącej (CPI, PPI oraz inflacji bazowej).

Powstaje pytanie, jak członkowie Rady potraktują nieoczekiwany spadek inflacji pod koniec 2005 r. Czy jako klasyczną sytuację, w której przeciętny człowiek nie zauważa krążących nad głową "duchów" (wzrostu inflacji w przyszłości), czy też jako dobry omen na przyszłość, pokazujący, że procesy cenowe są w polskiej gospodarce całkowicie pod kontrolą, mimo coraz silniejszego wzrostu gospodarczego. Pewne jest jedno, decyzja nie może zapaść tylko na podstawie zachowania bieżącej inflacji. Reagowanie polityki pieniężnej na przeszłą inflację powodowałoby bowiem, że bank centralny zawsze zbyt późno przeciwdziałałby rodzącym się co jakiś czas w gospodarce presjom inflacyjnym.

Konieczność zachowania dystansu wobec bieżących wskaźników inflacji nie oznacza jednak, że nie należy ich brać pod uwagę przy ocenie przyszłych zjawisk. Fakt, że ceny w Polsce nie rosną mimo wystąpienia licznych czynników (np. wysokich cen ropy), które mogły doprowadzić do trwałego przyspieszenia inflacji, sugeruje, że w horyzoncie oddziaływania instrumentów polityki pieniężnej inflacja w naszej gospodarce prawdopodobnie nie będzie "straszyć". Jeśli znajdzie to wyraz w nowej projekcji (która jest detektorem "duchów" używanym przez NBP) oraz w ocenie bilansu ryzyka dla przyszłej inflacji, sporządzanym przez członków RPP, nie można wykluczyć, że na styczniowym posiedzeniu "łowców duchów" stopy procentowe zostaną ponownie obniżone. Z drugiej strony, możliwe jest, że dynamiczne przyspieszenie wzrostu polskiej gospodarki i możliwość odwrócenia w przyszłości niektórych pozytywnych obecnie dla inflacji zjawisk (takich jak obniżona akcyza na paliwa, wysoka podaż żywności po wstrzymaniu jej eksportu do Rosji) zrodzi w członkach Rady przekonanie, że trzeba urządzić polowanie na "duchy" i pozostawić stopy procentowe bez zmian. Jedno jest pewne, ryzyko wzrostu inflacji w przyszłości nie jest na tyle istotne, aby przynajmniej do końca 2006 r. mogło w Polsce dojść do wzrostu podstawowych stóp procentowych NBP.

Ekonomista BZ WBK