Z wstępnych informacji wynika, że sprzedaż detaliczna w grudniu nie szła tak dobrze jak się spodziewano. Wielu Amerykanów zamiast kupować prezent obdarowywało bliskich bonami, za które sami mogli sobie coś wybrać. W związku z tym część sprzedaży świątecznej przesunęła się na styczeń. Grudniowe dane nie rzuciły więc zapewne pełnego światła na kondycję konsumentów. Roczna zmiana sprzedaży detalicznej w grudniu sięgnęła +6,4%, a po wyłączeniu sprzedaży aut +8%. Rok wcześniej wzrost wynosił odpowiednio 8,9% oraz 9,1%. 12-miesięczna średnia doszła na koniec ub.r. do 7,6%, rok wcześniej opiewała na 8,6%.
Sporo wątpliwości
Sytuację dobrze obrazuje zachowanie dolara. Inwestorzy mają wyraźny kłopot z oceną przyszłych notowań. Duży wzrost euro z pierwszych dni 2006 r. mógł sugerować trwalszy ruch w górę wspólnej waluty. Jednak kolejne dni nie przyniosły kontynuacji. Kurs EUR/USD wrócił w okolice 1,2. Z czego wynika ta niepewność co do losów dolara?
W myśleniu inwestorów ścierają się dwa elementy - wyraźnej dysproporcji między kosztami pieniądza w USA i strefie euro oraz przekonaniu, że w tym roku raczej nie dojdzie do jej wyraźnego zmniejszenia przeciwstawiane są obawy dotyczące spowolnienia amerykańskiej gospodarki. Byłoby to następstwem mniejszych wydatków konsumentów i pogorszenia sytuacji na rynku nieruchomości. Pierwszy czynnik to stara historia, oddziałująca na rynek przez większość 2005 r. Drugi pojawił się niedawno, przez co bardziej przykuwa uwagę inwestorów. Jednocześnie znaczenia, w porównaniu z sytuacją utrzymującą się przez większość 2005 r., nabrała kwestia narastającej nierównowagi na rachunku bieżącym. Nie martwi aż tak bardzo, dopóki kapitał do Stanów płynie szerokim strumieniem. To wiąże się w sporym stopniu z wysokimi stopami procentowymi oraz tym, że USA są jedną z lokomotyw światowego wzrostu gospodarczego. W tym kontekście naturalne jest pytanie, czy koszt pieniądza w Stanach jest już na takim poziomie, by zagrozić wzrostowi gospodarczemu.
Pomocny w jej rozstrzygnięciu mógłby być kształt krzywej rentowności. Pod koniec minionego roku uwagę fachowców przyciągnęło jej odwrócenie. To oznacza sytuację, w której dochodowość papierów o krótszych terminach zapadalności jest wyższa od tej cechującej długoterminowe obligacje. Historia uczy, że takie zdarzenie stanowi bardzo silny i jednocześnie trafny sygnał ostrzegający przed kłopotami gospodarczymi.