Tym razem Wigometr się nie mylił. Po sromotnej porażce tydzień temu, teraz średnia profesjonalistów okazała się skuteczna. Kończymy notowania indeksu pod poziomem jego poniedziałkowego otwarcia. Cały ten tydzień należy uznać za ruch korekcyjny po wcześniejszym mocnym wzroście cen.

Korekta ta miała dwie fazy. Pierwszy impuls spadkowy sprowadził nas na pierwszy istotny poziom zniesienia, czyli 38,2% wcześniejszego wzrostu (z pierwszego tygodnia 2006 r.). Mieliśmy małe odreagowanie, którego przebieg raczej nie sugerował sukcesu byków, by ponownie rozpocząć spadek cen. Drugi impuls spadkowy sprowadził nas do poziomu połowy wzrostu z pierwszego tygodnia 2006 r. i właśnie w tych okolicach zakończyliśmy ten tydzień. Czy to już koniec korekty? Przebieg wczorajszej sesji raczej do takich wniosków nie skłania. Obrót na spadku był mniejszy, co można odebrać jako sygnał, że podaż traci werwę, a zniżka była jedynie wynikiem cofnięcia się popytu. Problem w tym, że aby mówić o powrocie do trendu, popyt nie powinien się już cofać, ale zaatakować. Tego nie było widać, a konsolidacja przy minimach piątkowej sesji wiele nie obiecuje. Nie jest więc wykluczone, że kolejny tydzień zaczniemy od spadku cen, ale następne dni mogą przynieść już więcej radości graczom trzymającym się trendu.

Przypomnijmy, że faktycznym poziomem, którego przełamanie może wpłynąć na ocenę rynku, jest wsparcie znajdujące się pod dołkiem z pierwszego dnia 2006 r. By do niego dotrzeć, ceny muszą przebyć taką samą drogę, jak od szczytu do wczorajszego minimum. Podobnie jak dwa tygodnie temu, nie przywiązywałbym większej wagi do pokonania przez wykres średniej kroczącej. Przy tak dynamicznym trendzie, w czasie korekty może się to zdarzyć. Poczekajmy na ponowny taki sygnał.