Ostatni okres charakteryzuje się silnym wpływem emocji na giełdowe notowania. Wczorajsza sesja jest tego potwierdzeniem. Różnica między sesyjnym maksimum a minimum (aż 60 pkt) wpisuje się w styczniową nerwówkę. Rynek z tak dużą zmiennością, dla niektórych inwestorów przyzwyczajonych do ostatniego stabilnego trendu może okazać się prostą drogą do bankructwa. Jak widać po wartościach bazy, spora grupa inwestorów decyduje się zmienić nastawienie do rynku po każdym mocniejszym ruchu. Nie należy teraz wyciągać wniosków z pojedynczych sesji.
Warto jednak zwrócić uwagę na wczorajsze ostrzeżenie, wynikające ze styczniowego sondażu Pentora (Pengab). W ankiecie 200 banków wzrost popytu stwierdzono w 39% placówek i saldo oceny wzrosło do 34 pkt (+18). Wzrostu popytu na akcje oczekuje 44% placówek, a spadku jedynie 3%. Saldo prognozy wzrosło więc do 41 pkt (+14). Ze względu na wspomniane kierowanie się rynku emocjami, znaczenie wskaźników nastroju mocno wzrasta, a na GPW był to (saldo prognozy popytu na akcje) w ostatnich latach jeden z najlepszych wskaźników nastroju (z lepszymi i gorszymi okresami).
Ostatni raz wyższe saldo prognozy (teraz 41 pkt) mieliśmy w lutym 2005 r. (49 pkt). Na przełomie lutego i marca wyznaczyliśmy szczyt i rozpoczęliśmy aż trzymiesięczną korektę. Kolejny raz tak wysoki poziom optymizmu mieliśmy oczywiście we... wrześniu, gdy saldo prognozy osiągnęło 39 pkt (przy saldzie oceny analogicznym do lutego - 42 pkt). Jak wiadomo, kolejny miesiąc był jedynym korekcyjnym miesiącem wciąż trwającej od maja mocnej hossy. Siła trendu jest tak duża, że nie stwierdzę, że obecne wartości są sygnałem odwrotu. To jednak znaczący kontrargument (na kolejne miesiące, nie dni) dla wszystkich byczych wiadomości i nowych wpłat do funduszy.