Według Andrzeja Sławińskiego, członka Rady Polityki Pieniężnej, "nie bez znaczenia", jeśli chodzi o wzmocnienie złotego w ostatnich miesiącach, były opcje put (sprzedaży) na euro o dużej wartości nominalnej. Kurs ich wykonania był niższy niż cena wspólnej waluty na rynku kasowym. - Występuje sprzężenie zwrotne między operacjami, jakich dokonują wystawcy opcji, a poziomem kursu kasowego. Im złoty jest mocniejszy, tym więcej sprzedają euro. Zabezpieczają się w ten sposób przed ryzykiem związanym z wystawieniem opcji - mówił nam przed kilkoma dniami Sławiński.
Były, ale się skończyły
Co miał na myśli członek RPP? Sprawdziliśmy. Jak nieoficjalnie wiadomo, przed kilkoma miesiącami zawierały takie transakcje londyńskie i polskie banki. Opcje opiewały na kilkaset milionów euro. Kurs wykonania ustalono na 3,60 PLN/EUR. Termin wykonania opcji był ustalony na początek lutego. Mechanizm opisany przez członka RPP działałby więc z coraz większą siłą w ostatnich tygodniach i dniach przed zamknięciem transakcji. Potwierdza to fakt, że między 2 a 9 stycznia złoty zyskał wobec euro 2,7%. Korona słowacka i forint umocniły się w tym czasie niewiele ponad 1%.
Ale od kilku dni złoty nie zyskuje, a traci na wartości. Dlaczego? Jak się okazuje, opcje zostały już "rozwiązane". Ich wystawca nie potrzebuje skupować naszej waluty (sprzedawać euro), żeby zabezpieczyć się przed ryzykiem. Zniknął jeden z czynników umacniania się złotego, co pozwoliło kursowi w ciągu kilku dni wrócić do poziomu z początku roku.
Ministerstwo i politycy