Inwestowanie na rynku długu w kraju, w którym maleje inflacja i stopy procentowe, wydaje się bardzo proste. Kupuje się obligacje o długim terminie i stałym kuponie i czeka, a zyski rosną.
Początek roku spokojny
Skład portfeli dłużnych funduszy emerytalnych wydaje się to potwierdzać. Generalnie na koniec roku przeważały w nich obligacje o stałym kuponie. Takie papiery, zapadające za cztery i więcej lat, stanowiły aż 46% wszystkich inwestycji dłużnych. To sporo więcej niż przed rokiem, gdy było to nieco ponad 39%. Przed rokiem więcej - choć niewiele - fundusze zainwestowały w obligacje stałokuponowe, ale z krótszymi, bo 2-,3-letnimi terminami zapadania. Teraz sporą część tych obligacji "wymiotło" z portfeli. Stanowiły one tylko ponad 28% części dłużnej. Nadal jednak stały kupon to 3/4 wszystkich inwestycji dłużnych.
Taka struktura nie dziwi, jako że wszyscy odliczają teraz dni do kolejnej redukcji stóp. Inflacja spadła do 0,7%, czyli znacznie poniżej dolnej granicy dopuszczalnego pasma wahań tego wskaźnika, wynoszącej 1,5%. Wprawdzie nie ma na rynku jednomyślności, że stopy spadną już w styczniu, ale obniżki łącznie o 50 pkt bazowych są już wpisane w ceny niektórych instrumentów finansowych.
Tyle że nie sam wzrost wyceny obligacji skarbowych skłania fundusze do utrzymywania papierów o stałym kuponie w portfelach. Zarządzający zwracają uwagę, że przy bardzo niskiej inflacji samo oprocentowanie tych papierów daje bardzo wysokie zyski realne. Choćby ostatnio obligacje są sprzedawane przy rentowności na poziomie ponad 4,8%. W rezultacie opłaca się je kupować i liczyć zyski z samych procentów.