Utrzymujący się od dłuższego czasu dodatni poziom bazy na kontraktach świadczy o sporej dawce optymizmu. Tym samym z psychologicznego punktu widzenia mamy do czynienia z pierwszym warunkiem nadejścia korekty spadkowej, jakim jest euforia. Wydaje się, że coraz więcej pozytywnych informacji znalazło już swe odbicie w cenach akcji największych spółek. W tej sytuacji można spodziewać się, że wyniki finansowe za IV kwartał 2005 r. nie będą stanowić już wielkiego pozytywnego zaskoczenia. Powoli więc gdy chodzi oczywiście o blue chips, szykujemy się do nadejścia fazy pogorszenia koniunktury.

W 2005 r. byliśmy świadkami wyraźnej przewagi rynków akcji w Eurolandzie nad rynkiem w USA, gdyż o ile Fed prowadził przez 12 miesięcy restrykcyjną politykę stóp procentowych, o tyle EBC swą politykę zaczął zaostrzać dopiero 1 grudnia. W tym roku może być inaczej. Fed niedługo zacznie kończyć okres podwyżek, a EBC dopiero, jak się wydaje, go rozpoczął. Z tego punktu widzenia ponownego rozpoczęcia fazy łagodzenia można się spodziewać szybciej właśnie w USA, a nie w strefie euro. Z racji naszych silniejszych związków z Eurolandem stwarza to dodatkowy argument na rzecz tezy o spadkach na giełdach europejskich, w tym także i w Warszawie.

Perspektywy sektora małych spółek prezentują się natomiast korzystnie. Warto w tym miejscu odwołać się choćby do analogii z 1997 r. i z 2000 r., kiedy hossa indeksu WIRR kończyła się kilka miesięcy później niż wzrost WIG20. Podobnie może być i tym razem. Według danych z I półrocza 2005 r. udział krajowych inwestorów indywidualnych w obrotach na WGPW był bardzo niski i wynosił zaledwie 24%. Tymczasem w poprzednich latach często przekraczał 35%, w 2000 r. ukształtował się nawet na poziomie aż 50%. Oznacza to, że relatywna skala aktywności tej grupy osób zainteresowanych lokowaniem kapitału w akcjach małych spółek nie jest jeszcze znacząca i powinna się zwiększyć.

Zwróć uwagę:

MacroSoft - akcje tej spółki IT przebiły trend spadkowy poprowadzony przez szczyty z VII 2004 r. i II 2005 r.