Napływ prywatnego kapitału na emerging markets zwiększył się w ub.r. o 40 mld USD w porównaniu z poprzednimi dwunastoma miesiącami - podał Instytut, który skupia największe światowe banki i inne instytucje finansowe. Poprzedni rekord pochodził z 1996 r. i wynosił 324 mld USD. Statystyki te obejmują inwestycje portfelowe i bezpośrednie oraz kredyty bankowe i udzielane przez inne instytucje.
"Nie jest pewne, jak długo jeszcze będzie trwać poprawa" - zaznaczyli autorzy raportu. Niemniej, według nich, ten rok ma być niewiele gorszy od poprzedniego: na emerging markets powinno trafić 322 mld USD. W ciągu ostatnich dwudziestu lat okresy, gdy pieniądze płynęły na rynki wschodzące szerokim strumieniem, przeplatały się z okresami mniejszej aktywności. Teraz trend może się jednak utrzymać dłużej, bo wzrost gospodarczy w krajach rozwijających się przyspiesza w wyniku poprawy konkurencyjności przedsiębiorstw i lepszego prowadzenia polityki ekonomicznej przez rządy.
Z raportu wynika, że największa część środków trafiła w zeszłym roku do naszego regionu. Europa Wschodnia przyciągnęła aż 143,8 mld USD kapitału (w porównaniu z 113,7 mld USD rok wcześniej), minimalnie wyprzedzając region azjatycki. Tam inwestorzy ulokowali 142 mld USD, o 23 mld USD mniej niż rok wcześniej. Dużą zwyżkę zanotowały Afryka i Bliski Wschód oraz Ameryka Łacińska, jednak ich udział w torcie wciąż jest relatywnie mały.
Jak podkreślają eksperci Instytutu, inwestorzy nadal powinni interesować się Europą Wschodnią, przede wszystkim ze względu na perspektywę poszerzenia Unii Europejskiej o kolejne kraje z tego obszaru, m.in. Rumunię.
AFP