Reklama

Polityczny terroryzm może być bardzo kosztowny

Jeden z serwisów dość niefortunnie zestawił obok siebie dwie informacje. Pierwsza dotyczyła oferty Prawa i Sprawiedliwości m.in. wobec Platformy Obywatelskiej, co podstępnie nazwano planem stabilizacyjnym. Druga była ofertą Osamy Bin Ladena dla USA. Takie porównanie może oburzać, ale widz między tymi wiadomościami mógł nie dostrzec różnicy.

Publikacja: 23.01.2006 08:48

Polityczna wojna w ostatnich tygodniach wkroczyła w decydującą fazę. Po wojnie informacyjnej, psychologicznej i propagandowej, PiS wyciągnął w końcu broń masowej zagłady, jaką jest projekt budżetu i ruszył do ostatecznej bitwy o kształt sceny politycznej. Nie mam sadystycznych skłonności, by zamęczać czytelników politycznymi scenariuszami, ale warto poświęcić chwilę na analizę skutków potencjalnych koalicji lub przedterminowych wyborów, by ocenić szansę na pozytywne rozwiązania lub uchronić ludność cywilną przed (giełdowymi) stratami w przypadku wybrania najgorszego, wojennego wariantu.

Należy zwrócić szczególną uwagę na fakt, że pierwsza (często emocjonalna) reakcja rynków finansowych na wydarzenia polityczne nie zawsze jest adekwatna do przewidywanego scenariusza w przyszłości. Z taką sytuacją - moim zdaniem - mamy do czynienia w tej chwili i spływające na rynek informacje, np. o oddaleniu scenariusza przyspieszonych wyborów, pozytywnie oddziaływały na złotego, choć takie rozwiązanie za kilka miesięcy może stać się przekleństwem dla rynku walutowego. Oczywiście, przyjmuję założenie, z którym nie wszyscy muszą się zgodzić, że rynki finansowe ostatnio faktycznie reagowały także na wydarzenia w polityce, a nie szły własnym, wcześniej ustalonym torem.

Wyborcze katharsis

Spójrzmy tylko na - moim zdaniem - najbardziej skrajne scenariusze z punktu widzenia terminu dłuższego niż najbliższe dni/tygodnie. Najlepszym z nich jest wizja przyspieszonych wyborów. Tak, wiem, że budzi to w tej chwili największe obawy rynków finansowych. Nic w tym dziwnego, bo niepewność związana z kształtem sceny politycznej wpływałaby negatywnie na rynki aż do dnia ogłoszenia nowego składu parlamentu, nawet gdyby sondaże pokazywały bardzo optymistyczne scenariusze. A po wyborach złych scenariuszy nie widzę, oczywiście, oprócz szkód wyrządzonych mechanizmom demokracji. Wyborcze katharsis zmiotłoby ze sceny niektóre populistyczne mniejsze partie, wzmocniło lewicę (co na razie pozostaje bez znaczenia) i raz jeszcze dało bardziej realną możliwość zawarcia najbardziej pożądanej przez rynek koalicji PO-PiS (niezależnie, która z tych partii byłaby na pierwszym miejscu).

Alternatywą jest oczywiście sejmowa większość tylko jednego ugrupowania, co w obu przypadkach (PiS/PO) również daje ogromny komfort rządzenia, ogranicza populizm i umożliwia głębsze reformy finansów państwa. Zarzuty o dyktaturę jednej partii rynków finansowych nie przestraszą, bo przynajmniej będzie wiadomo, że realizowany program będzie spójny i odpowiedzialny (nie będzie na kogo zrzucać winy). Czasem mieszanka choćby i najlepszych pomysłów koalicjantów staje się wybuchowa. Scena polityczna ostatnio bardzo mocno zaskakuje, ale w perspektywie ewentualnych, nowych wyborów nie widać na razie innych scenariuszy, a te są dla GPW, złotego i obligacji - moim zdaniem - korzystne (z założeniem, że mówimy o dłuższym terminie).

Reklama
Reklama

Plan destabilizacji

Zdecydowanie gorzej zapowiada się perspektywa wcielenia w życie "planu stabilizacyjnego", do czego ma dojść w tym tygodniu. Uściślijmy od razu, że chodzi jedynie o współpracę partii, a nie o Samoobronę w rządzie, bo prezydent nie zgodzi się na śmieszne zdjęcie z Lepperem czy Giertychem odbierającym nominację wicepremiera w IV RP. Takie rozwiązanie obecnego politycznego pata zdejmuje z rynku niepewność, a samo to może być dla wielu inwestorów impulsem do kupna. Wady takiego scenariusza poznać możemy jednak już w momencie upływu 14 dni od momentu uzyskania przez prezydenta prawa do rozwiązania parlamentu lub też w momencie przesłania na jego ręce projektu budżetu. W obu przypadkach prezydent traci prawo do rozpisania nowych wyborów i mniejsze partie, terrorem przymuszone do współpracy, bardzo szybko pakt stabilizacji zmienią w pakt destabilizacji. Kampania wyborcza przed wyborami samorządowymi zaczęłaby się wyjątkowo wcześnie. Kolejny kryzys w Sejmie miałby już wtedy znacznie gorsze skutki.Prezes PiS Jarosław Kaczyński przyznał, że za miesiąc "nie będzie żadnej prawnej możliwości rozwiązania parlamentu, poza wielotygodniowym kryzysem parlamentu, który zapewne kompromitowałby partię rządzącą". W tej sytuacji PiS, by trwać w tym układzie, zmuszony byłby do uchwalania ustaw a` la "becikowe". Skoro teraz mniejsze partie, z pistoletem przy głowie, mówią o ustawach "senioralnych", minimach socjalnych, paliwach rolniczych, pakietach rodzinnych, zmianach ustawy o NBP etc., to po wygaśnięciu groźby przedterminowych wyborów obecna propozycja pakietu stabilizacyjnego będzie wiązać się nieuchronnie z destabilizacją finansów publicznych.

Rynki finansowe to ryzyko zupełnie ignorują, koncentrując się na skutkach politycznych rozstrzygnięć w krótkim terminie. Na razie słusznie, bo dopiero nadchodzący tydzień (szczególnie III czytanie budżetu 24 stycznia i polityczne szachy poprzedzające to posiedzenie Sejmu) wyjaśni inwestorom, czy pakt stabilizacyjny jest tylko polityczną rozgrywką, która ma wskazać PO jako destruktora polskiej sceny politycznej, doprowadzając jednocześnie do nowych wyborów (paradoksalnie - to scenariusz dobry w dłuższym terminie). Czy też jest to tylko odłożenie kolejnego poważniejszego kryzysu do przełomu lutego i marca?

Wybory w regionie

Kwestie polityczne mogą niektórym inwestorom wydawać się zupełnie bez znaczenia, po doświadczeniach z ostatnich miesięcy. Zarówno złoty, obligacje, jak i rynek akcji - bez szwanku wyszły z potrójnej kampanii wyborczej i problemów utworzenia rządu. Należy jednak zwrócić uwagę na dwa aspekty. Po pierwsze - od początku wiadomo było, że zmiany w budżecie na ten rok mogą być tylko kosmetyczne. Konstruowanie budżetu na kolejny rok to już zupełnie inna bajka. Po drugie - byliśmy jedynym z krajów emerging markets, który przeżywał tak ważne polityczne roszady. W tym roku na rynkach regionu wyglądać będzie to już trochę inaczej.

W ostatni czwartek prezydent Węgier ogłosił, że pierwsza runda wyborów parlamentarnych odbędzie się 9 kwietnia, a druga 23 kwietnia. Korelacja między rynkiem węgierskim i polskim jest na tyle znacząca, że inwestorzy na GPW powinni te daty zakreślić w kalendarzu grubym, czerwonym flamastrem. Tym samym, od tego tygodnia, na dobre rusza przedwyborcza kampania u naszych bratanków. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że wynik wyborów jest niepewny, a rządzącym socjalistom czoło stawi konserwatywna opozycja, która na fali populistycznych haseł walki z dzikim kapitalizmem nie ma zamiaru ograniczać ogromnego deficytu budżetowego, co będzie skutkować przesunięciem daty wstąpienia do strefy euro nawet poza rok 2013, uznany teraz przez rynki jako wariant pesymistyczny, ale najbardziej realny.

Reklama
Reklama

Zagrożenie niezrealizowania reform finansów publicznych i terminu przyjęcia wspólnej waluty wisi też nad Czechami. Wybory odbędą się w czerwcu, a "solidarno/populistyczne państwo", po sukcesie w Polsce, stało się teraz bardzo popularne także u naszych południowych sąsiadów. Największe polityczne chmury zebrały się jednak nad Słowacją, gdzie latem rządy przejmie najprawdopodobniej populistyczno-lewicowy Smer z awanturującym się premierem i bardzo krytycznym podejściem do UE.

Wszystko to powoduje, że zagraniczni inwestorzy, inwestujący na rynkach wschodzących w naszym regionie, mogą być w tym roku znacznie bardziej wyczuleni na wydarzenia na polskiej scenie politycznej, mimo że ich waga będzie teoretycznie mniejsza niż przy okazji zeszłorocznych wyborów.

Bessa później

Jeśli chodzi o najbliższy tydzień, to - mimo powrotu pod szczyty hossy na ostatnich sesjach - nie zmieniałbym swojej opinii sprzed tygodnia. Do końca stycznia pozostaniemy w nerwowej konsolidacji, dla której górnym ograniczeniem wciąż pozostają okolice szczytów z 9 stycznia. Z kolei przy mocniejszej korekcie, popyt nie do złamania ustawi się przy styczniowych dołkach. Pozostaniu w tym obszarze sprzyja rynek amerykański, gdzie piątkowe załamanie koniunktury sprowadziło Dow Jones poniżej styczniowych minimów. Gdyby WIG20 miał w poniedziałek zrealizować analogiczny scenariusz, oznaczałoby to wykreślenie podwójnego szczytu i spadek 282 pkt na styczniowy dołek, co jednocześnie zrealizowałoby zasięg spadku wynikający z tej formacji. Na marginesie przypomnę, że o formacji podwójnego szczytu można mówić nie w momencie jej potencjalnego powstawania (potencjalnie każda formacja może zostać wykreślona), ale dopiero w momencie wygenerowania sygnału, jakim jest przebicie linii szyi (dołek z 16/18 stycznia). Wielu inwestorów traktuje trend jako zakończony już w momencie nieudanego pokonania szczytu, co nie ma żadnego uzasadnienia.

Scenariuszem tak głębokiego spadku na styczniowe minima absolutnie nie straszę. Wręcz przeciwnie. Nawet jeśli bowiem założyć najbardziej negatywny scenariusz podążania za Dow Jones (w ubiegłym tygodniu, po głębokich spadkach w USA, indeksy wszystkich emerging markets ruszyły do testowania szczytów hossy), to nawet 300-pkt przecena wciąż pozostaje korektą jedynie do pierwszego ważnego zniesienia Fibonacciego (38,2%). I to dalej jedynie w odniesieniu do fali wzrostowej, rozpoczętej w październiku 2005 r. Zawsze powtarzam, że spadek tylko do tej wartości jest dla danej fali wzrostowej (lub spadkowej) jedynie płytką korektą wcześniejszego ruchu i świadczy o sile trendu. Potwierdzeniem tego było zachowanie rynku w październiku, gdy WIG20 niemal co do punktu zawrócił właśnie na zniesieniu 38,2% (fali wzrostowej od maja) i po przebiciu szczytów z przełomu września/października zdynamizował trend wzrostowy, kreśląc w ostatnim tygodniu kolejny szczyt aż 348 pkt wyżej niż ten sprzed 3,5 miesięcy. Podsumowując - ewentualna korekta będzie kolejnym etapem styczniowej nerwówki. Ale jeszcze za wcześnie, by mówić o końcu hossy. Na trwalszą zmianę trendu na emerging markets trzeba jeszcze poczekać.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama