Polityczna wojna w ostatnich tygodniach wkroczyła w decydującą fazę. Po wojnie informacyjnej, psychologicznej i propagandowej, PiS wyciągnął w końcu broń masowej zagłady, jaką jest projekt budżetu i ruszył do ostatecznej bitwy o kształt sceny politycznej. Nie mam sadystycznych skłonności, by zamęczać czytelników politycznymi scenariuszami, ale warto poświęcić chwilę na analizę skutków potencjalnych koalicji lub przedterminowych wyborów, by ocenić szansę na pozytywne rozwiązania lub uchronić ludność cywilną przed (giełdowymi) stratami w przypadku wybrania najgorszego, wojennego wariantu.
Należy zwrócić szczególną uwagę na fakt, że pierwsza (często emocjonalna) reakcja rynków finansowych na wydarzenia polityczne nie zawsze jest adekwatna do przewidywanego scenariusza w przyszłości. Z taką sytuacją - moim zdaniem - mamy do czynienia w tej chwili i spływające na rynek informacje, np. o oddaleniu scenariusza przyspieszonych wyborów, pozytywnie oddziaływały na złotego, choć takie rozwiązanie za kilka miesięcy może stać się przekleństwem dla rynku walutowego. Oczywiście, przyjmuję założenie, z którym nie wszyscy muszą się zgodzić, że rynki finansowe ostatnio faktycznie reagowały także na wydarzenia w polityce, a nie szły własnym, wcześniej ustalonym torem.
Wyborcze katharsis
Spójrzmy tylko na - moim zdaniem - najbardziej skrajne scenariusze z punktu widzenia terminu dłuższego niż najbliższe dni/tygodnie. Najlepszym z nich jest wizja przyspieszonych wyborów. Tak, wiem, że budzi to w tej chwili największe obawy rynków finansowych. Nic w tym dziwnego, bo niepewność związana z kształtem sceny politycznej wpływałaby negatywnie na rynki aż do dnia ogłoszenia nowego składu parlamentu, nawet gdyby sondaże pokazywały bardzo optymistyczne scenariusze. A po wyborach złych scenariuszy nie widzę, oczywiście, oprócz szkód wyrządzonych mechanizmom demokracji. Wyborcze katharsis zmiotłoby ze sceny niektóre populistyczne mniejsze partie, wzmocniło lewicę (co na razie pozostaje bez znaczenia) i raz jeszcze dało bardziej realną możliwość zawarcia najbardziej pożądanej przez rynek koalicji PO-PiS (niezależnie, która z tych partii byłaby na pierwszym miejscu).
Alternatywą jest oczywiście sejmowa większość tylko jednego ugrupowania, co w obu przypadkach (PiS/PO) również daje ogromny komfort rządzenia, ogranicza populizm i umożliwia głębsze reformy finansów państwa. Zarzuty o dyktaturę jednej partii rynków finansowych nie przestraszą, bo przynajmniej będzie wiadomo, że realizowany program będzie spójny i odpowiedzialny (nie będzie na kogo zrzucać winy). Czasem mieszanka choćby i najlepszych pomysłów koalicjantów staje się wybuchowa. Scena polityczna ostatnio bardzo mocno zaskakuje, ale w perspektywie ewentualnych, nowych wyborów nie widać na razie innych scenariuszy, a te są dla GPW, złotego i obligacji - moim zdaniem - korzystne (z założeniem, że mówimy o dłuższym terminie).