Reklama

Forex reaguje bardziej gwałtownie

Sytuacja na giełdzie w ostatnich dwóch latach: spora zmienność, stabilne trendy, rosnące obroty - nie zachęcały "starych bywalców" z GPW do poszukiwania innych miejsc do pomnażania kapitału. Może się to zmienić wraz z pogorszeniem nastrojów na warszawskim parkiecie. Na jakie trudności mogą się natknąć na rynku walutowym inwestorzy, którzy mają doświadczenia głównie ze spekulacji akcjami? Jak je przezwyciężyć?

Publikacja: 27.01.2006 08:08

Jednym z podstawowych kłopotów dla inwestorów na foreksie jest trudność z określeniem stopnia przewartościowania lub niedowartościowania danej waluty. Dzieje się tak z powodu trudności w określeniu punktu odniesienia. W przypadku akcji stanowią go wyceny sporządzane przez analityków. Nie zawsze są trafne, ale w stosunku do największych spółek dają duże przybliżenie wartości walorów. W przypadku rynku walutowego, trudno o takie wyceny. Pewnym drogowskazem mogą być publikowane prognozy. Jednak te często są rozbieżne - nawet jeśli weźmiemy pod uwagę jedynie oczekiwania największych graczy z rynku walutowego. Na przykład, Citigroup oczekuje, że euro na koniec tego roku będzie kosztować 1,38 USD, Societe Generale spodziewa się osiągnięcia poziomu 1,27 USD. Tymczasem przewidywania Credit Suisse First Boston są diametralnie różne. Fachowcy z tej instytucji twierdzą, że wartość wspólnej waluty spadnie do 1,08 USD.

Inwestowanie w oparciu

o dane

Próby oszacowania wartości poszczególnych walut mają znaczenie dla inwestorów, którzy inwestują w dłuższym terminie. W gronie spekulantów walutowych nie stanowią oni dużej grupy. Czy więc kwestie fundamentów mają dla nich jakieś znaczenie?

Jeśli są to daytraderzy, to raczej nie. Jednak tej grupie inwestorów pojawiające się informacje natury fundamentalnej mogą służyć do podejmowania krótkoterminowych decyzji. Reakcja kursów walutowych na publikowane dane jest znacznie większa niż cen akcji.

Reklama
Reklama

Na stronach jednego z brokerów foreksowych - Forex-desk - można znaleźć opracowanie dotyczące zajmowania pozycji na rynku EUR/USD w oparciu o dane z amerykańskiego rynku pracy. Wywołują one jedne z bardziej żywiołowych reakcji inwestorów. Przyjęto, że na początku minuty ich publikacji otwierane są dwie przeciwstawne pozycje - na wzrost i spadek euro (wykorzystując subkonto na platformie foreksowej). Jednocześnie w tym samym momencie ustawiamy zlecenia stop-loss oddalone od ceny zajęcia pozycji o 20 pipsów (minimalna wartość, o jaką może się zmienić cena waluty). Niewielki ruch notowań spowoduje zbilansowanie się zysków i strat z otwartych pozycji, poniesiony zostanie jedynie koszt ich otwarcia. Szansa na większy zysk pojawi się w momencie gwałtowniejszej zmiany kursu i tym samym zamknięcia jednej z pozycji. Gdy tak się stanie, zlecenie obronne dla aktywnej pozycji przenoszone jest o 20 pipsów w górę tak, by w razie cofnięcia się rynku pozwolić na zamknięcie transakcji bez strat. Jeszcze mocniejszy ruch spowoduje kolejne przesunięcie stop-lossa o 20 pkt w górę tak, aby pokryć koszty transakcji i ewentualnego poślizgu cenowego. Jeśli do 30 minut od otwarcia pozycji ceny się cofną, transakcja zakończy się 20-pipsowym zyskiem. Jeśli ruch okaże się bardzo silny, a notowania w ciągu pół godziny nie zaczną się cofać, linia obrony jest ustalana na podstawie 38,2-proc. zniesienia ruchu od poziomu zajęcia pozycji do lokalnego ekstremum.

Cała procedura może się wydać skomplikowana, ale zobaczmy, jakie są jej rezultaty. Przebadano okres od początku 2001 r. do maja 2004 r. To oznacza, że pod uwagę wzięto 41 publikacji. Realizacja takiej strategii przyniosła 1436 pipsów zysku, czyli 14 360 USD, zakładając operowanie jednym lotem (100 tys. USD). Od tego trzeba odjąć koszty transakcji i poślizgi cenowe, co obniżyłoby zarobek do ok. 1100 pipsów.

Waluty poruszają się

w grupach

Na giełdzie często mamy do czynienia z modą na inwestowanie w walory z poszczególnych sektorów. Wynika to z ich atrakcyjności na poszczególnych etapach cyklu koniunkturalnego. Na rynku walutowym można odnaleźć podobne zjawisko. Występują grupy walut, które zazwyczaj poruszają się w tym samym kierunku. Najczęściej dzieje się tak z walutami z rynków wschodzących oraz tzw. commodity currencies, czyli walutami państw, które korzystają z wysokich cen surowców. W przypadku pierwszej grupy warto wziąć poprawkę na strukturę geograficzną - większą korelację zaobserwujemy między walutami z danego regionu, na przykład azjatyckimi, latynoamerykańskimi, czy europejskimi.

Te zależności nie są jednak dane raz na zawsze i w pewnych okresach mogą występować z mniejszą lub większą siłą. Dobrze obrazują to notowania trzech najpopularniejszych commodity currencies, czyli dolara australijskiego (AUD), dolara kanadyjskiego (CAD) i dolara nowozelandzkiego (NZD) wobec dolara amerykańskiego. Wyraźnie mocniej skorelowane są ze sobą kursy AUD/USD i NZD/USD. Od połowy 2002 r. do połowy 2004 r. 12-miesięczny wskaźnik korelacji ani razu nie spadł poniżej 0,94. Gdy przyjmuje wartość 1,00, uważa się, że zachowanie jednej zmiennej da się w całości wytłumaczyć ruchami drugiej.

Reklama
Reklama

Natomiast dolar kanadyjski w większym stopniu podąża swoimi ścieżkami. Wręcz w ostatnich miesiącach dolar australijski i nowozelandzki zaczęły się poruszać w przeciwną stronę niż dolar kanadyjski.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama