Na stronach jednego z brokerów foreksowych - Forex-desk - można znaleźć opracowanie dotyczące zajmowania pozycji na rynku EUR/USD w oparciu o dane z amerykańskiego rynku pracy. Wywołują one jedne z bardziej żywiołowych reakcji inwestorów. Przyjęto, że na początku minuty ich publikacji otwierane są dwie przeciwstawne pozycje - na wzrost i spadek euro (wykorzystując subkonto na platformie foreksowej). Jednocześnie w tym samym momencie ustawiamy zlecenia stop-loss oddalone od ceny zajęcia pozycji o 20 pipsów (minimalna wartość, o jaką może się zmienić cena waluty). Niewielki ruch notowań spowoduje zbilansowanie się zysków i strat z otwartych pozycji, poniesiony zostanie jedynie koszt ich otwarcia. Szansa na większy zysk pojawi się w momencie gwałtowniejszej zmiany kursu i tym samym zamknięcia jednej z pozycji. Gdy tak się stanie, zlecenie obronne dla aktywnej pozycji przenoszone jest o 20 pipsów w górę tak, by w razie cofnięcia się rynku pozwolić na zamknięcie transakcji bez strat. Jeszcze mocniejszy ruch spowoduje kolejne przesunięcie stop-lossa o 20 pkt w górę tak, aby pokryć koszty transakcji i ewentualnego poślizgu cenowego. Jeśli do 30 minut od otwarcia pozycji ceny się cofną, transakcja zakończy się 20-pipsowym zyskiem. Jeśli ruch okaże się bardzo silny, a notowania w ciągu pół godziny nie zaczną się cofać, linia obrony jest ustalana na podstawie 38,2-proc. zniesienia ruchu od poziomu zajęcia pozycji do lokalnego ekstremum.
Cała procedura może się wydać skomplikowana, ale zobaczmy, jakie są jej rezultaty. Przebadano okres od początku 2001 r. do maja 2004 r. To oznacza, że pod uwagę wzięto 41 publikacji. Realizacja takiej strategii przyniosła 1436 pipsów zysku, czyli 14 360 USD, zakładając operowanie jednym lotem (100 tys. USD). Od tego trzeba odjąć koszty transakcji i poślizgi cenowe, co obniżyłoby zarobek do ok. 1100 pipsów.
Waluty poruszają się
w grupach
Na giełdzie często mamy do czynienia z modą na inwestowanie w walory z poszczególnych sektorów. Wynika to z ich atrakcyjności na poszczególnych etapach cyklu koniunkturalnego. Na rynku walutowym można odnaleźć podobne zjawisko. Występują grupy walut, które zazwyczaj poruszają się w tym samym kierunku. Najczęściej dzieje się tak z walutami z rynków wschodzących oraz tzw. commodity currencies, czyli walutami państw, które korzystają z wysokich cen surowców. W przypadku pierwszej grupy warto wziąć poprawkę na strukturę geograficzną - większą korelację zaobserwujemy między walutami z danego regionu, na przykład azjatyckimi, latynoamerykańskimi, czy europejskimi.
Te zależności nie są jednak dane raz na zawsze i w pewnych okresach mogą występować z mniejszą lub większą siłą. Dobrze obrazują to notowania trzech najpopularniejszych commodity currencies, czyli dolara australijskiego (AUD), dolara kanadyjskiego (CAD) i dolara nowozelandzkiego (NZD) wobec dolara amerykańskiego. Wyraźnie mocniej skorelowane są ze sobą kursy AUD/USD i NZD/USD. Od połowy 2002 r. do połowy 2004 r. 12-miesięczny wskaźnik korelacji ani razu nie spadł poniżej 0,94. Gdy przyjmuje wartość 1,00, uważa się, że zachowanie jednej zmiennej da się w całości wytłumaczyć ruchami drugiej.