Jest ono związane z sierpniowym szczytem oraz dołkami z listopada i grudnia. Przełamanie tej bariery byłoby mocnym argumentem w rękach tych, którzy wątpią w utrzymanie się na amerykańskich parkietach korzystnej koniunktury czwarty rok z rzędu.
Najkrótszy wzrost
w ostatnich dwóch latach
Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że ostra przecena z poprzedniego piątku kończy trwającą od października falę zwyżkową. W jej trakcie przez 53 sesje S&P 500 zyskał blisko 10%, czyli prawie dokładnie tyle, ile w ruchu w górę, rozpoczętym wiosną 2005 r. Obie fale odbiegały siłą i czasem trwania od tej, która zaczęła się w połowie sierpnia 2004 r. Podniosła ona wartość indeksu o ponad 15% i trwała do ustanowienia szczytu pod koniec grudnia 2004 r. blisko 100 sesji. Potem to maksimum zostało jeszcze nieznacznie poprawione w pierwszej połowie marca, więc w sumie spadek zaczął się po ponad 140 sesjach.
Dlaczego można zakładać, że szczyt fali zwyżkowej jest już za nami? Z technicznego punktu widzenia chodzi przede wszystkim o negatywną dywergencję na dziennym MACD, która towarzyszyła tworzeniu szczytu w pierwszej połowie stycznia. Została ona potwierdzona spadkiem poniżej grudniowej górki. Odbicie z ostatnich dni można traktować jako ruch powrotny do tej ważnej bariery. Taką interpretację potwierdza wykres indeksu sektora finansowego - S&P 500-Financial. W efekcie spadku z 20 stycznia doszło do ukształtowania formacji podwójnego szczytu, a ostatnie odbicie stanowi jedynie ruch powrotny do jej dolnej granicy. Po jego zakończeniu powinna nastąpić dalsza część przeceny.