Ta decyzja zapadła przy okazji ustalania założeń polityki pieniężnej na 2006 r. Rada zajmowała się tym na wrześniowym posiedzeniu. Za odejściem od podawania nastawienia w polityce pieniężnej opowiedziało się - oprócz L. Balcerowicza - pięciu innych członków rady. Utrzymania nastawienia jako instrumentu polityki pieniężnej chcieli natomiast Jan Czekaj, Stanisław Nieckarz, Andrzej Sławiński i Andrzej Wojtyna.

Można jednak odnieść wrażenie, że i dla nich nie była to szczególnie istotna sprawa. Ostatecznie zagłosowali bowiem za przyjęciem założeń polityki pieniężnej. W drugiej połowie ub.r było to jedyne istotne głosowanie w RPP, w którym osiągnięto jednomyślność. Mniejsze znaczenie miało ustalenie limitu "zobowiązań wynikających z zaciągania przez NBP pożyczek i kredytów w zagranicznych instytucjach bankowych i finansowych" czy wybór biegłego rewidenta dla NBP, gdzie również członkowie rady byli zgodni.

W głosowaniach dotyczących stóp procentowych utrzymał się podział, jaki pojawił się w radzie już wcześniej. Podobnie jak prezes głosowali Halina Wasilewska-Trenkner, Dariusz Filar i Marian Noga. Byli oni przeciwni cięciu stóp. Cztery osoby to jednak za mało, by powstrzymać obniżki, jeśli pozostała szóstka zjawi się w komplecie na posiedzeniu rady.

Ostatnia w ub.r. obniżka miała miejsce w sierpniu. Dlaczego potem cięcia już nie było? Jak wynika z opublikowanej wczoraj informacji o wynikach głosowań, na posiedzeniach między wrześniem a listopadem RPP w ogóle nie zastanawiała się nad zmianami wysokości stóp. W listopadzie "jastrzębie" w radzie próbowali jedynie zmienić nastawienie z łagodnego na neutralne, ale bez powodzenia.

We wczorajszym raporcie o inflacji nie ma wyników głosowań na grudniowym posiedzeniu RPP. Zgodnie z ustawą o NBP są one publikowane z co najmniej sześciotygodniowym opóźnieniem. Sześć tygodni od grudniowego posiedzenia minęło wczoraj.