Przeciętnie tracił 2,1%. Natomiast średni zysk wynosił 3,3% (w najlepszym przypadku 7,8%), a średnia strata 5,3% (w najgorszym przypadku 13,7%). Ta prosta statystyka pokazuje, że szanse na zarobek, w sytuacji gdy roczna zmiana przekracza 50%, są znacznie mniejsze niż zagrożenie stratą. Równocześnie nagroda za podjęte ryzyko jest znacznie mniejsza od ewentualnej kary. Na podstawie takich obserwacji trudno mówić o czekającym rynek trwałym zwrocie koniunktury, ale bez wątpienia można przyjąć, że w kolejnych tygodniach prawdopodobieństwo ukształtowania się trwałego ruchu w górę jest niewielkie. Takie oczekiwania byłyby zbieżne z tym, co obserwowaliśmy jesienią 2003 r. oraz wiosną 2004 r.. Wówczas wystąpiły dwa poprzednie okresy, gdy roczna zmiana WIG20 przekraczała 50%. Z tym że od tamtego czasu WIG20 urósł o ponad połowę i w związku z tym tempo, w jakim inwestorzy pchali kursy w górę przez ostatnie 12 miesięcy, musi skłaniać do refleksji nad nadmiernym optymizmem. Może on spowodować, że tym razem rynek zachowa się słabiej niż jesienią 2003 r. i wiosną 2004 r. Roczna stopa zwrotu pierwszy raz w tym roku przekroczyła 50% 6 stycznia. Można więc przypuszczać, że trudności z powrotem do hossy potrwają przynajmniej do początków kwietnia.
Pod wpływem analogii
z jesieni 2005 r.
Przebieg zdarzeń na giełdzie w tym roku wciąż łudząco przypomina to, co działo się na rynku od drugiej połowy września 2005 r. Po przyspieszeniu zwyżki w końcowej części został ukształtowany lokalny szczyt, który po niewielkiej korekcie został potem jeszcze nieznacznie poprawiony. Po tym nastąpiła gwałtowna wyprzedaż. W styczniu utworzenie "ostatecznej" górki zabrało trochę więcej czasu. To również świadczy o większych pokładach optymizmu towarzyszącego inwestorom niż jesienią minionego roku. Warto przy tym przypomnieć, że wtedy roczna zmiana WIG20 sięgała w kulminacyjnym momencie 39,7%, podczas gdy teraz było to 59,6%.
Analogia obecnej sytuacji z tą sprzed czterech miesięcy stawia rynek wobec ciekawej alternatywy. Z jednej strony, widać wciąż potencjał spadkowy. Jesienna korekta zakończyła się dopiero po zniżce o 12% od szczytu z wykresu minutowego. Obecnie WIG20 jest 5% poniżej górki z końca stycznia, ale 3 lutego oddalił się już od wierzchołka na 7%. Z drugiej strony, w inwestorach pozostaje nadzieja na powrót hossy po zakończeniu korekty. W związku z tym część z nich może uznać, że nie warto ryzykować czekaniem na głębszy spadek cen, a potem gonić uciekający pociąg, tylko lepiej już teraz uzupełnić portfel akcjami. Popyt pochodzący od tej grupy inwestorów neutralizowałby podaż od obawiających się mocniejszego spadku. W tej sytuacji obserwowalibyśmy jeszcze przez kilka dni konsolidację. Ostatnie sesje pokazują, że takie dylematy nie są inwestorom obce.