Po trzech miesiącach silnych wzrostów rynek wreszcie dojrzał do spadku cen. Długo oczekiwana korekta wreszcie nadeszła, jednak jak na razie nie wyrządziła większych szkód. Niewątpliwie ostatnie sesje stycznia i błyskawiczny spadek kontraktów o ponad 150 pkt wyglądały fatalnie, jednak trudno przypuszczać, aby dynamiczna korekta na bardzo rozgrzanym rynku mogła mieć kluczowy wpływ na zachowanie inwestorów.
Warto też zwrócić uwagę na fakt, iż także ruchy spadkowe z jakimi mieliśmy do czynienia w ubiegłym roku, zarówno w marcu jak i w październiku, rozpoczynały się równie gwałtownie. Tym razem jednak już po zaledwie kilku sesjach spadkowych kontrakty próbowały odbicia, co jak na razie doprowadziło do wejścia rynku w konsolidację w strefie 2760- 2850 pkt. Przebicie jej dolnego ograniczenia i wyjście dołem zwiększy prawdopodobieństwo pogłębienia korekty i spadków co najmniej w okolice 2650 pkt. Zakończony sukcesem atak na górne ograniczenie konsolidacji może natomiast spokojnie doprowadzić do ataku na dotychczasowe szczyty hossy. Niestety bardzo trudno w tym momencie określić, który scenariusz ma większą szansę realizacji. Wątpliwe jest jednak, aby popyt nie walczył o utrzymanie obecnych poziomów, a co za tym idzie przedłużanie się trendu bocznego jest bardzo prawdopodobne. Należy zdawać sobie jednak sprawę z tego, iż wyjście dołem z kilkudniowej już konsolidacji, przy obecnej zmienności, może być w skutkach bardzo bolesne. Zwłaszcza, iż duża część otwieranych teraz zgodnie z głównym trendem długich pozycji, przy zbliżaniu się do 2700 pkt będzie zamykana.
Obecne wahania w związku z tym nie mają dla rozwoju koniunktury większego znaczenia. Zejście poniżej 2750 pkt, może okazać się początkiem fali kolejnej wyprzedaży, natomiast pokonanie strefy 2810- 815 pkt, powinno nieco ocieplić nastroje.