Trwającej od dwóch tygodni stabilizacji notowań towarzyszy dynamiczny wzrost liczby otwartych pozycji. Od 6 lutego przybyło ich blisko 8 tys. sztuk. Ta sytuacja pokazuje, jak bardzo podzieleni są inwestorzy. Jedni oczekują powrotu hossy i obecne poziomy wykorzystują do otwierania długich pozycji. Inni, licząc na kontynuację zniżki, zdecydowanie otwierają krótkie pozycje.
Obie postawy można tłumaczyć, posługując się analogią z październikową korektą. Na wykresie WIG20 notowania od 6 stycznia przebiegają prawie dokładnie tak samo, jak te od 19 września. Zasadnicza różnica polega na tym, że obecna korekta jest na razie znacznie słabsza. Wtedy indeks stracił od szczytu ok. 12%, teraz w najgorszym momencie było to dopiero 7%. Z drugiej strony, licząc od lokalnych górek z 19 września i 6 stycznia, wtedy i teraz upłynął taki sam czas. To może rodzić nadzieje, że obecna korekta dobiega końca.
Taki układ sił może powodować wysłużenie stabilizacji cen. To oznaczałoby pozostanie kontraktów jeszcze przez kilka sesji w przedziale 2745-2869 pkt, wyznaczonym przez lutowe minima. Wyjście ponad któryś z tych poziomów byłby wyraźnym sygnałem co do dalszego ruchu. Wobec tego aktualnie strategię można oprzeć na tych dwóch wartościach. Wraz ze zbliżaniem się notowań do górnej granicy konsolidacji rosnąć będzie atrakcyjność krótkich pozycji, a dotarcie do dolnej bariery, będzie zachęcać do otwierania długich pozycji. Uzupełnieniem takiego krótkoterminowego podejścia powinno być blisko ustawione zlecenie obronne. Dla długich pozycji może to być nieco poniżej szczytu z 27 grudnia przy 2727 pkt, dla krótkich nieco ponad połową czarnej świecy z 31 stycznia, wypadającej przy 2877 pkt.