Czwartek przyniósł dość zaskakujący spadek na polskiej giełdzie. Kurs marcowych kontraktów spadł wówczas o 49 pkt. (-1,75%), a na wykresie dziennym została wyrysowana złowróżbna czarna świeca. Świeca, która mogła zapowiadać wybicie kontraktów dołem z ponad dwutygodniowej stabilizacji.
Wczoraj jednak nastroje zmieniły się o 180 stopni. Zamiast dominacji niedźwiedzi i trwającego całą sesję osuwania, na rynku niepodzielnie królowały byki, co przyniosło wręcz euforyczne wzrosty. Na zamknięciu kontrakt FW20H6 był wyceniony o 121 pkt (4,39%) wyżej niż dzień wcześniej. Efektem piątkowych wzrostów jest potężne białe marubozu na wykresie dziennym. Już na podstawie tylko tej jednej świecy można prognozować zwyżki na kolejnych sesjach, dla których celem będzie szczyt z 25 stycznia br. (2975 pkt).
Wzrostowy scenariusz potwierdza również wczorajsze wybicie górą z dwutygodniowego trendu bocznego 2756-3837 pkt oraz charakterystyczne dla korekt zachowanie MACD (wskaźnik ten zaczął zawracać na poziomie linii równowagi).
W sytuacji technicznej, w jakiej obecnie znalazły się kontrakty, z czystym sumieniem można zacząć się już zastanawiać, jak zachowa się rynek na poziomie styczniowych maksimów. Zważywszy na fakt, że zakończona wczoraj korekta miała dość ograniczony charakter, zarówno jeżeli chodzi o czas trwania, jak i zasięg, jest prawdopodobne, że niedźwiedzie nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa. Zwłaszcza iż wiele wskazuje na to, że parkiety we Frankfurcie, Londynie i Paryżu są tuż przed głębszymi korektami. Spadki na tamtych rynkach w prosty sposób powinny wymusić pogorszenie koniunktury w Warszawie.
Ostrożność z otwierania długich pozycji w okolicach 3000 pkt nakazują również negatywne dywergencje oraz perspektywa ewentualnie podwójnego szczytu.