We wczorajszym wzroście w równym stopniu pomogły dwa czynniki. Pierwszy to piątkowy atak funduszy na rynki emerging markets, a drugi to brak sesji w USA, co sprawiło, że na fali tak byczych nastrojów indeksy bezkarnie mogły kontynuować ten ruch, nie oglądając się na zachodnie parkiety. Wszystkie rynki regionu notowały kolejne wzrosty. Za to dynamikę zwyżki na GPW w dużej mierze zawdzięczamy koszykom zleceń kupna, które z arbitrażem miały niewiele wspólnego. Była to spekulacyjna zagrywka, bardzo wyraźnie związana z rynkiem kontraktów, co potwierdziła końcówka sesji.
Nie zmienia to jednak bardzo pozytywnego obrazu rynku. Bez żadnych problemów wyszliśmy na WIG20 górą z konsolidacji, robiąc przy tym małą lukę hossy, której poziom nie został zakryty do końca sesji. To teraz istotne wsparcie. Obroty wprawdzie nie były dziś większe niż w piątek, ale ten mankament osłabia fakt braku sesji w USA. Struktura obrotów była dla byków bardzo korzystna potwierdzając, że największe fundusze wciąż stoją po stronie kupna.
Proszę jednak pamiętać, że ten optymizm należy odnosić jedynie do krótkiego terminu. Tutaj wszyscy są zgodni co do tego, że przed szczytem hossy nie ma poważniejszych barier mogących zatrzymać niedźwiedzie. Nie odbierałbym teraz tego jako antywskaźnik. Ale sytuacja może zmienić się bardzo szybko. Im bliżej będziemy szczytu, tym mniej będzie kupna obliczonego na szybki zarobek po piątkowym wybiciu w górę, a rynek będą musiały ciągnąć fundusze, których strategia w dłuższym terminie zakłada trwałe pokonanie szczytów i notowanie nowych rekordów. Ja mam duże wątpliwości co do realności takiego scenariusza. Czy słuszne, to pokaże dopiero zachowanie rynku przy szczytach... lub poranne wyniki BPH (prognoza zysku 287 mln) i Pekao (385 mln).